***
- Dobrze się już czujesz?
- Boli Cię coś?!
- Może potrzebujesz czegoś?
I znów ta lawina pytań... Jakie to jest męczące. Daliby chociaż na 5 minut spokój, a nie jadaczki im się nie zamykają.
Ale czemu oni się znów tak dopytują?
Myśl, myśl, myśl...
Aaa... Wiem!
Zasnęłam. To chyba z tego szoku.
On dilerem?! Na takie nie wygląda. Przysłowie się spełnia.
" Nie oceniaj książki po okładce"... Nie oceniaj ludzi po wyglądzie..
A co do pytań:
Udręka.
- Nie dziękuję, że się tak o mnie troszczycie ale naprawdę ja dam sobie rade sama. - miło, chyba im podziękowałam, ale to nie podziałało.
- Ale zauważ, że nie może teraz wstawać z łóżka, a my ci możemy coś przynieść. - ciągnęła nadal Perrie. Kocham ją, ale ją uduszę.
- Nie! Chcę abyście wszyscy wyszli... Z wyjątkiem jednej osoby... - wszyscy popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. - Harry, ty zostań. - pozostali spojrzeli na niego z pytającymi minami, ale on nawet tego nie zauważył. Wpatrywał się we mnie.
- No ok... - powiedział Zayn i zaprosił wszystkich do wyjścia.
Harry podszedł i kucną przy moim łóżku.
- Słucham Cię mała. - wyszeptał, patrząc się przy tym cały czas w moje oczy
- Chciałam cię przeprosić za wszystko.. Byłam dla ciebie nie miła i w ogóle... Wkurzało mnie to jak traktujesz dziewczyny i chciałam ci dać nauczkę ale zrozumiałam, że to nie fair z mojej strony i cię za to przepraszam jeszcze raz.- spuściłam wzrok oraz głowę. Mam nadzieję, że odbierze moje intencje, bo jak by było inaczej to... Z mojego kontynuowania planu nici...
- Słuchaj... Rozumiem. Jesteś w końcu dziewczyną i bronisz swojej rasy, ale nie możesz w ten sposób postępować. Masz rację... Źle traktowałem poprzednie dziewczyny, zaś ty choćbyś poruszyła niebo i ziemię nie zdołasz odpłacić się za nie wszystkie. Przemyśl zanim coś zrobisz, a co do przeprosin to... - błagam przyjmij je. Błagam...- Ok. Zapomnę o wszystkim pod jednym warunkiem. - powiedział i uśmiechną się uroczo.
O Boziu... Trzymajcie mnie, bo ten jego uśmiech mnie zabija.
Ale... Czekajcie.. O YEAH!
Przyjął przeprosiny!!!
Mój plan będzie działał!
- Ok. Ty tu jesteś szefem. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się równie zalotnie, jak on.
- A więc musisz jak wyjdziesz ze szpitala pójść ze mną w pewne miejsce. - uśmiechnął się jak małe dziecko. Jakie to słodkie.
- Nie mogę się już doczekać. - odparłam entuzjastycznie po czym dodałam. - A można wiedzieć gdzie mnie pan zabiera? - zapytałam tajemniczo, ale dodając odrobinę uroku.
- Niestety, ale to niespodzianka skarbie.
- Oh... Tak mi przykro. No dobrze. Możesz już zawołać wszystkich. - nie wiedziałam, jak dalej może potoczyć się rozmowa, dlatego kazałam mu zawołać pozostałych.
- Oczywiście. - i szybko podszedł do drzwi i je otworzył. Louis, Niall, Liam, Zayn weszli do środka, ale... nie ma Perrie?
Czyżby się zmęczyła i sobie poszła?
Nie... To nie w jej stylu.
- Słuchajcie! Mam mega dobrą wiadomość! - krzyknęła Perrie. A jednak jest. No mów, że tą dobrą wiadomość.
- Wychodzisz na święta do domu Amy!!! - wychodzę do domu?!
O Jezu...
Jakie do jasnej ciasnej święta?!
- Ej... Nie, że coś, ale przez ten wypadek kompletnie nie pamiętam... Jakie to my mamy święta? - zmarszczyłam brwi i patrzyłam się na wszystkich po kolei, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Amy. Boże Narodzenia jest już jutro. - powiedział Zayn i wykonał słynny w naszej rodzinie poker face.
- Aaa.. No spoczko. Kurde... - przypomniałam sobie, palnęłam ręką w czoło i podniosłam się na łokaciach. - Słuchajcie. Kiedy najwcześniej będę mogła wyjść stąd?
- Nawet teraz. - odparła uradowana Pezz.
Ufff...
- To dobrze. - odetchnęłam z ulgą i spokojnie z powrotem położyłam się na łóżku.
- A co się stało? - ooo.. Nialler się odezwał.
Jak miło znów usłyszeć jego głos. W ogóle wszystkich głosy jest miło usłyszeć. Naprawdę nie wiem co ja bym bez nich zrobiła.
Moi kochani *.*
- Bo mam problem, a mianowicie mówicie, że jutro już święta, choinka itp... a ja nie mam dla was prezentów. - zamartwiona i odrobinę zawstydzona spuściłam głowę w dół.
- Ej... Nie martw się mała. - szepnął jakiś głos. Po jego słownictwie łatwo mogłam stwierdzić iż to był Arrogant. - Pójdziemy dzisiaj we dwoje na zakupy i wszystko kupimy co potrzebne, ok? - słodziak...
- Okkey. - podniosłam głowę i uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam. Jednak potrafi być "ludzki", jak na dilera...
Jejku. Kompletnie o tym zapomniałam. Zadawanie się z takim kimś może mi zaszkodzić...
Trudno się mówi. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- Wszystko będzie dobrze... - szepnął i pocałował mnie...
_________________________________________________________
Uff... Jakoś poszło. Podoba się? No ja myślę ;))
Boziu... Jak ja nienawidzę świątecznych porządków...
Takie małe pytanko do was: Oglądałyście teledysk Little Mixdo "Little Me"? Jak oceniacie nasze dziewczyny? Moim zdaniem
spisały się na medal. Kto nie oglądał:
http://www.youtube.com/watch?v=wXhMqDotfLk
Kocham to *.*
Przy tej właśnie piosence pisałam ten oto rozdzialik :-)
Na koniec życzę udanych świąt, mega dużo prezentów pod choinką i spełnienia marzeń ♥
Wesołych Świąt!!!
Przez wiele lat jest waszym wrogiem, a nagle przez krótki czas staje się waszym najlepszym przyjacielem, osobą wspierającą, której nigdy nie mieliście. Odpuszczacie jej wszystkie dręczenia, które dzięki tej osobie was spotkały i żyjecie z nią w zgodzie, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Czy to jest możliwe? Czy coś takiego da się zrobić po tylu latach cierpienia? Chcecie znać odpowiedzi na te pytania? Trafiliście idealnie. To opowiadanie pomoże wam je znaleźć...
poniedziałek, 23 grudnia 2013
piątek, 13 grudnia 2013
Imagin cz.3
- Moja kurwa wina, że ten zgredek nie potrafi się zachowywać?!- wybuchł Lou i zaczął wymachiwać rękami, tak że musiałam go wyprowadzić na dwór.
- Louis... Rozumiem. Sama jestem bardzo rozczarowana zachowaniem Harry'ego. Oraz bardzo się zdziwiłam, że w ogóle się pojawił po tak długim czasie... Ale traktuj go jak powietrze. On rozgryzł już, że łatwo jest cie sprowokować, więc nie zwracaj na niego uwagi.
- No tak ale...
- Ale jak coś to go po prostu wyrzucę z domu. - powiedziałam i się przyjaźnie uśmiechnęłam.
- Eh... Uparta ale nich ci będzie. - odwzajemnił uśmiech, przytuliliśmy się i wróciliśmy do domu.
Powoli przekroczyliśmy próg domu, śmiejąc się z tego co robiliśmy tydzień temu nad morzem.
- O... Jaka zakochana para.- zadrwił Harry. Kompletnie nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Miał swoją szanse. Odszedł i nie wrócił, choć obiecał. Tak nie postępuje prawdziwy przyjaciel. On dotrzymuje obietnic, a szczur? Odszedł stąd i odszedł na zawsze z mojego serca.
"Dziękuję tym co są i byli, pierdolę tym co się odwrócili."
- Skończ. - powiedziałam mając cicha nadzieję, że sobie pójdzie.
- Nie będzie mi tu jakiś pajac dziewczyny zabierał! - wrzasnął i szybko sobie poszedł, trzaskając drzwiami do tego stopnia, że zeszli moi rodzice.
- Córciu co się dzieje? - no i co? przecież nie powiem: Pamiętasz tego Harryego? Właśnie zrobił Lou wielką awanturę, bo jest moim przyjacielem? Nie.. przecież nie uwierzy.
- A nic... Tak się trochę posprzeczaliśmy, ale jest już ok. - próbowałam uspokoić mamę, ale chyba nie dała się złapać na to co powiedziałam.
- Na pewno jest dobrze, bo coś blado wyglądasz?
- Tak,nie martw się już. - powiedziałam i poszłam z Lou do mojego pokoju.
*** Harry***
O nie! Ja mu nie dam Amelii. Tylko... Jak się do niej zbliżyć?
Wiem... To nie będzie łatwe, ale... No ja mam nie dać rady?!
Mój plan to: Uwieść matkę Amy, a następnie poprzez jej starą dotrzeć do dziewczyny.
Hahaha! Jestem mistrzem wymyślania niecnych planów.
*** Amy***
Ruszam ręką i natykam się na coś miękkiego i dziwnego w dotyku.
Co to ma być?!
Otworzyłam oczy i napotkałam wzrok... Louisa?!
- O boże! - zerwałam się jak poparzona z łóżka.
- Spokojnie. Ja tylko zasnąłem obok ciebie. Do niczego nie doszło. - uśmiechnął się i również wstał.
- A teraz idź się szybko ogarnąć, bo ruszamy na miasto. - Rzucił we mnie, przyznam, że ślicznymi ciuchami. On to ma wyczucie gustu.
Poszłam do łazienki, w której przemyłam twarz, ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż, ponieważ nie lubię mieć dziesięć ton tapety na buzi.
- Co ja zrobię z włosami? - przez następne piętnaście minut układałam sobie moje kudły rękami, aż wpadłam na pomysł, że zrobię sobie lekkiego kłosa.
- No i gotowa! -
Efekt?
Per- fect.
Wyszłam z łazienki i spostrzegłam, że Lou nie ma już w pokoju, a z dołu dobiegał przepyszny zapach tostów i kakao.
- Hmm. A co to za zapachy? - spytałam się, na co Louis tylko się uśmiechną.
- Twoje ulubione. - odpowiedział i postawił mi przed nos tacę z moim ulubionym śniadaniem.
Uwielbiam go!
- Louis... Rozumiem. Sama jestem bardzo rozczarowana zachowaniem Harry'ego. Oraz bardzo się zdziwiłam, że w ogóle się pojawił po tak długim czasie... Ale traktuj go jak powietrze. On rozgryzł już, że łatwo jest cie sprowokować, więc nie zwracaj na niego uwagi.
- No tak ale...
- Ale jak coś to go po prostu wyrzucę z domu. - powiedziałam i się przyjaźnie uśmiechnęłam.
- Eh... Uparta ale nich ci będzie. - odwzajemnił uśmiech, przytuliliśmy się i wróciliśmy do domu.
Powoli przekroczyliśmy próg domu, śmiejąc się z tego co robiliśmy tydzień temu nad morzem.
- O... Jaka zakochana para.- zadrwił Harry. Kompletnie nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Miał swoją szanse. Odszedł i nie wrócił, choć obiecał. Tak nie postępuje prawdziwy przyjaciel. On dotrzymuje obietnic, a szczur? Odszedł stąd i odszedł na zawsze z mojego serca.
"Dziękuję tym co są i byli, pierdolę tym co się odwrócili."
- Skończ. - powiedziałam mając cicha nadzieję, że sobie pójdzie.
- Nie będzie mi tu jakiś pajac dziewczyny zabierał! - wrzasnął i szybko sobie poszedł, trzaskając drzwiami do tego stopnia, że zeszli moi rodzice.
- Córciu co się dzieje? - no i co? przecież nie powiem: Pamiętasz tego Harryego? Właśnie zrobił Lou wielką awanturę, bo jest moim przyjacielem? Nie.. przecież nie uwierzy.
- A nic... Tak się trochę posprzeczaliśmy, ale jest już ok. - próbowałam uspokoić mamę, ale chyba nie dała się złapać na to co powiedziałam.
- Na pewno jest dobrze, bo coś blado wyglądasz?
- Tak,nie martw się już. - powiedziałam i poszłam z Lou do mojego pokoju.
*** Harry***
O nie! Ja mu nie dam Amelii. Tylko... Jak się do niej zbliżyć?
Wiem... To nie będzie łatwe, ale... No ja mam nie dać rady?!
Mój plan to: Uwieść matkę Amy, a następnie poprzez jej starą dotrzeć do dziewczyny.
Hahaha! Jestem mistrzem wymyślania niecnych planów.
*** Amy***
Ruszam ręką i natykam się na coś miękkiego i dziwnego w dotyku.
Co to ma być?!
Otworzyłam oczy i napotkałam wzrok... Louisa?!
- O boże! - zerwałam się jak poparzona z łóżka.
- Spokojnie. Ja tylko zasnąłem obok ciebie. Do niczego nie doszło. - uśmiechnął się i również wstał.
- A teraz idź się szybko ogarnąć, bo ruszamy na miasto. - Rzucił we mnie, przyznam, że ślicznymi ciuchami. On to ma wyczucie gustu.
Poszłam do łazienki, w której przemyłam twarz, ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż, ponieważ nie lubię mieć dziesięć ton tapety na buzi.
- Co ja zrobię z włosami? - przez następne piętnaście minut układałam sobie moje kudły rękami, aż wpadłam na pomysł, że zrobię sobie lekkiego kłosa.
- No i gotowa! -
Efekt?
Per- fect.
Wyszłam z łazienki i spostrzegłam, że Lou nie ma już w pokoju, a z dołu dobiegał przepyszny zapach tostów i kakao.
- Hmm. A co to za zapachy? - spytałam się, na co Louis tylko się uśmiechną.
- Twoje ulubione. - odpowiedział i postawił mi przed nos tacę z moim ulubionym śniadaniem.
Uwielbiam go!
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Rozdział 11
- Niesamowite...- szepnął jeden z lekarzy, udając się następnie do aparatury znajdującej się metr od mojego łóżka.
- Co za przypadek...
- Zgadzam się, ale nie zachwycajmy się tak, tylko bierzmy się do roboty.- zarządził grubszy pan w długim, białym fartuchu. Po jego rozkazie wszyscy obecni na wielkiej i także białej sali zaczęli się przemieszczać.
***
Otwieram oczy.... OTWIERAM OCZY!?
Czyli jednak nie umarłam?!
Wiedziałam...
- Cicho! Budzi się. - wyszeptał dobrze mi znany głos, ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć jego właściciela.
- Proszę pana, a kiedy będziemy mogli zabrać ją do domu? - Perrie? To ona... Jednak jest moją prawdziwą przyjaciółką. Szkoda tylko, że nie ma już mamy. A z resztą... Pewnie gadałaby tylko o tym, że mogła mi się coś poważnego stać, o ile już się nie stało.
Ruszyłam delikatnie ręką, ale na tyle mocno ile tylko mogłam.
- O mój Boże... Panie doktorze ale czy ona będzie mogła się sama poruszać?
- Tego na razie nie wiemy. Ale niestety pewne jest to, iż przez pewien bardzo długi czas panna Amelia będzie musiała przeleżeć w łóżku. Nie chodzi nam o potrzeby oczywiste...
- No tak ale ona ma szkołę oraz inne bardzo ważne sprawy, które musi pozałatwiać. - wtrącił się ktoś kogo po głosie nie mogę rozpoznać.
- To już nie mój problem. Radziłbym jednak oprócz korzystania z toalety, aby nigdzie indziej się nie ruszała, ponieważ może dojść do poważnego uszkodzenia ciała, co może prowadzić do tego, iż będzie się musiała poruszać na wózku inwalidzkim. - To chyba wstrząsnęło wszystkimi.
No dobra... Ale o jakie ważne sprawy chodziło "ktosiowi". Przecież dobrze pamiętam życie, które było przed tym, zanim umarłam i zmartwychwstałam.
To jakaś masakra...
- Ghy,ghy...- wymusiłam i wzrok wszystkich powędrował na mnie.
Skąd to wiem?
Jak już wcześniej wspominałam... Ja widzę!
No właśnie... Pacze się na wszystkich tutaj zgromadzonych...
Jest Zayn, Perrie, dwóch lekarzy, Niall, Louis, Liam i... Harry?
Oh...
No tak.
Coś tu jest nie tak. Serce mi mocniej bije?
Czemu?
Nie możliwe, że na jego widok.
Co to, to nie.
- Amy, kochanie jak się czujesz?
- Dobrze.- starałam się brzmieć jak najnaturalniej lecz mój głos była słaby... Prawie, że nie słyszalny.
- Na pewno? Może potrzebujesz czegoś? Jak tak, to wal śmiało.- powiedziała przyjaźnie Perrie, patrząc się na mnie tymi swoimi wielkimi, pięknymi oczętami.
- Nie tylko... Musisz mi pomóc.
- Jasne. Mów o co chodzi. - odparła bez zastanowienia.
- Niech najpierw wszyscy wyjdą.- i spojrzałam się na każdego po kolei.
- Tak, tak... Wyjdźcie. - powiedział lekarz i wyprosił ich z sali.
Zostałam tylko ja i Pezz.
- Słuchaj... Pamiętasz, jak ci mówiłam o planie i tych rzeczach nie?
- Ymm.. Tak ale nie wiem do czego zmierzasz.
- Chodzi o to, że... Ja się w nim chyba zakochałam....- wyszeptałam i spuściłam głowę.
- Nie...tobie się tylko tak wydaje. Przecież my mamy ten plan, a jeśli ty... to on... O nie!- wypowiedziała głośniej Perrie i złapała się za głowę.
- Wiem... Ale on się stał taki.. Opiekuńczy, czuły, normalny...
- To tylko przykrywka na takie naiwne dziewczyny, jak ty.
- No tak ale..
- Nie wiesz nawet w co się pakujesz.- powiedziała z poważną miną dziewczyna.
- Oj przesadzasz... On nawet nie pali.
- Słuchaj uważnie, co ci teraz powiem. Tylko ja z osób z jego otoczenia znam jego tajemnice. Powiem ci ją ale obiecaj, że nikomu tego nie powiesz i nigdzie nie zgłosisz, bo obydwie będziemy miały szczerze mówiąc przesrane. -
Co!?
O co jej chodzi?!
Pokiwałam twierdząco głową.
- Bo on od 3 lat jest... Dilerem narkotyków oraz bije się z innymi na nielegalnych walkach... za kasę oczywiście. - powiedziała i patrzyła się na mnie jak sroka na diadem.
Dilerem?
Walki?
Za kasę?
Boże... Co to ma być?!
___________________________________
Masakra, nie? Dobra... Co ma być to będzie ;)
I pytanko: Mam kontynuować imagina? Bo
nie wiem czy mam dalej pisać trzecią część. :-)
- Co za przypadek...
- Zgadzam się, ale nie zachwycajmy się tak, tylko bierzmy się do roboty.- zarządził grubszy pan w długim, białym fartuchu. Po jego rozkazie wszyscy obecni na wielkiej i także białej sali zaczęli się przemieszczać.
***
Otwieram oczy.... OTWIERAM OCZY!?
Czyli jednak nie umarłam?!
Wiedziałam...
- Cicho! Budzi się. - wyszeptał dobrze mi znany głos, ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć jego właściciela.
- Proszę pana, a kiedy będziemy mogli zabrać ją do domu? - Perrie? To ona... Jednak jest moją prawdziwą przyjaciółką. Szkoda tylko, że nie ma już mamy. A z resztą... Pewnie gadałaby tylko o tym, że mogła mi się coś poważnego stać, o ile już się nie stało.
Ruszyłam delikatnie ręką, ale na tyle mocno ile tylko mogłam.
- O mój Boże... Panie doktorze ale czy ona będzie mogła się sama poruszać?
- Tego na razie nie wiemy. Ale niestety pewne jest to, iż przez pewien bardzo długi czas panna Amelia będzie musiała przeleżeć w łóżku. Nie chodzi nam o potrzeby oczywiste...
- No tak ale ona ma szkołę oraz inne bardzo ważne sprawy, które musi pozałatwiać. - wtrącił się ktoś kogo po głosie nie mogę rozpoznać.
- To już nie mój problem. Radziłbym jednak oprócz korzystania z toalety, aby nigdzie indziej się nie ruszała, ponieważ może dojść do poważnego uszkodzenia ciała, co może prowadzić do tego, iż będzie się musiała poruszać na wózku inwalidzkim. - To chyba wstrząsnęło wszystkimi.
No dobra... Ale o jakie ważne sprawy chodziło "ktosiowi". Przecież dobrze pamiętam życie, które było przed tym, zanim umarłam i zmartwychwstałam.
To jakaś masakra...
- Ghy,ghy...- wymusiłam i wzrok wszystkich powędrował na mnie.
Skąd to wiem?
Jak już wcześniej wspominałam... Ja widzę!
No właśnie... Pacze się na wszystkich tutaj zgromadzonych...
Jest Zayn, Perrie, dwóch lekarzy, Niall, Louis, Liam i... Harry?
Oh...
No tak.
Coś tu jest nie tak. Serce mi mocniej bije?
Czemu?
Nie możliwe, że na jego widok.
Co to, to nie.
- Amy, kochanie jak się czujesz?
- Dobrze.- starałam się brzmieć jak najnaturalniej lecz mój głos była słaby... Prawie, że nie słyszalny.
- Na pewno? Może potrzebujesz czegoś? Jak tak, to wal śmiało.- powiedziała przyjaźnie Perrie, patrząc się na mnie tymi swoimi wielkimi, pięknymi oczętami.
- Nie tylko... Musisz mi pomóc.
- Jasne. Mów o co chodzi. - odparła bez zastanowienia.
- Niech najpierw wszyscy wyjdą.- i spojrzałam się na każdego po kolei.
- Tak, tak... Wyjdźcie. - powiedział lekarz i wyprosił ich z sali.
Zostałam tylko ja i Pezz.
- Słuchaj... Pamiętasz, jak ci mówiłam o planie i tych rzeczach nie?
- Ymm.. Tak ale nie wiem do czego zmierzasz.
- Chodzi o to, że... Ja się w nim chyba zakochałam....- wyszeptałam i spuściłam głowę.
- Nie...tobie się tylko tak wydaje. Przecież my mamy ten plan, a jeśli ty... to on... O nie!- wypowiedziała głośniej Perrie i złapała się za głowę.
- Wiem... Ale on się stał taki.. Opiekuńczy, czuły, normalny...
- To tylko przykrywka na takie naiwne dziewczyny, jak ty.
- No tak ale..
- Nie wiesz nawet w co się pakujesz.- powiedziała z poważną miną dziewczyna.
- Oj przesadzasz... On nawet nie pali.
- Słuchaj uważnie, co ci teraz powiem. Tylko ja z osób z jego otoczenia znam jego tajemnice. Powiem ci ją ale obiecaj, że nikomu tego nie powiesz i nigdzie nie zgłosisz, bo obydwie będziemy miały szczerze mówiąc przesrane. -
Co!?
O co jej chodzi?!
Pokiwałam twierdząco głową.
- Bo on od 3 lat jest... Dilerem narkotyków oraz bije się z innymi na nielegalnych walkach... za kasę oczywiście. - powiedziała i patrzyła się na mnie jak sroka na diadem.
Dilerem?
Walki?
Za kasę?
Boże... Co to ma być?!
___________________________________
Masakra, nie? Dobra... Co ma być to będzie ;)
I pytanko: Mam kontynuować imagina? Bo
nie wiem czy mam dalej pisać trzecią część. :-)
piątek, 6 grudnia 2013
TIU & MM
Hejkaaa... To jeszcze nie nowy rozdział, który pojawi się prawdopodobnie w poniedziałek ;) ale za to krótka notka.
Dziś mikołajki i ciekawość mnie zżera, więc pochwalcie się co dostaliście od Mikołaja?
Ja płytę Midnight Memories, ale tą z kartkami do wysłania no i perfumy :) Niestety nie Deluxe Edition... ale też nie tą zwykłą :-)
No i druga sprawa...
14 grudnia jest "This Is Us" - rozszerzona wersja w kinach!!!
No i jestem ciekawa, czy idziecie...? Ja idę i pewnie będę w rządzie G miejsce 17, 18, 19 ;) w Warszawa- Ursynów. Kto tam będzie? Chętnie sobie z wami pogadam tak naprawdę ;)) Mam nadzieję, że będzie nas sporo :D
Jaka jest wasza ulubiona piosenka z MM? Mi się podobają wszystkie ale mam cztery ulubione :) Oto one:
- Strong
- Happily
- You & I
- Little Black Dress
Ale ta ostatnia najbardziej :D Nie wiem czemu... Tak mi podpasowała :)
Pozdrawiam i życzę pójścia na TIU ;-)
PS: Trzy miejsca bo jadę z przyjaciółkami, a jedna z nich ma szczęście, bo 14 grudnia ma akurat urodziny... ;D Też tak chce :)
Dziś mikołajki i ciekawość mnie zżera, więc pochwalcie się co dostaliście od Mikołaja?
Ja płytę Midnight Memories, ale tą z kartkami do wysłania no i perfumy :) Niestety nie Deluxe Edition... ale też nie tą zwykłą :-)
No i druga sprawa...
14 grudnia jest "This Is Us" - rozszerzona wersja w kinach!!!
No i jestem ciekawa, czy idziecie...? Ja idę i pewnie będę w rządzie G miejsce 17, 18, 19 ;) w Warszawa- Ursynów. Kto tam będzie? Chętnie sobie z wami pogadam tak naprawdę ;)) Mam nadzieję, że będzie nas sporo :D
Jaka jest wasza ulubiona piosenka z MM? Mi się podobają wszystkie ale mam cztery ulubione :) Oto one:
- Strong
- Happily
- You & I
- Little Black Dress
Ale ta ostatnia najbardziej :D Nie wiem czemu... Tak mi podpasowała :)
Pozdrawiam i życzę pójścia na TIU ;-)
PS: Trzy miejsca bo jadę z przyjaciółkami, a jedna z nich ma szczęście, bo 14 grudnia ma akurat urodziny... ;D Też tak chce :)
sobota, 30 listopada 2013
Rozdział 10
- Nie! Zawracamy się! Nie dam rady!
- Musisz. Spójrz na mnie.- podniosłam głowę i musiałam bardzo się wysilić aby móc spojrzeć do góry.- Jeśli mu teraz nie powiesz to możesz go stracić, rozumiesz? Pomyśl tylko. On może później się dowiedzieć od kogoś innego i znienawidzi Cię za to, że mu nie powiedziałaś, więc jak?- wetchnęłam. Ma rację. Nie mogę upaść już całkowicie na dno.
- Dzięki. Nie zdajesz sobie sprawy, że bez ciebie bym sobie nie poradziła.- jak najmocniej ją przytuliłam, przeprosiłam i wyszłam z pokoju. Mój aktualny kierunek, do którego się udaję to pokój Zayna.
Raz kozie śmierć.
PUK! PUK!
- Proszę!- delikatnie nacisnęłam klamkę od drzwi i wychyliłam głowę do środka pokoju.
- Um... Mogę?
- Jeśli musisz to tak-z wielkim wahaniem weszłam do pomieszczenia, czując, że to nie będzie najlepsza rozmowa jaką poprowadziłam z bratem. I niestety miałam rację.
- Zayn, posłuchaj mnie. Bo.... - i się stało. Dolna warga zaczęły mi drgać...
Dałam upust swoim emocjom. Upadłam na kolana, płakałam...
A Zayn?
On... tylko stał nade mną i patrzył się na mnie z pokerową twarzą. Miałam dziwne odczucie, że ja niego wcale nie przejmuje i sprawiam mu problemy.
Hm... Może by tak uciec? Tylko do kąt?
Perrie?
Nie... I tak ma wystarczająco dużo problemów.
- Wstań, ogarnij się i wyjdź.- Chyba musze iść do lekarza, bo mam coś ze słuchem. Czy mój brat właśnie odezwał się do mnie chamsko? Nie... To nie możliwe. Wszyscy ale nie on. Dlaczego tracę wszystkich po kolei?
- Za...Zayn, czemu tak mówisz?- myślałam, że... no właśnie, co ja myślałam? Nie mam pojęcia.
Pomyślmy... Jaka ja teraz jestem?
Zagubiona? Nie... To nie pasuje.
Ja bym to bardziej określiła: coraz bardziej samotna, opuszczona... niechciana?
Tak to chyba to...
- Ukrywasz, okłamujesz.. Nadal nie wiesz, o co mi chodzi?- czyżby wiedział? Tylko od kogo?
Jak?
Wiedziałam o tym tylko ja i Perrie. Może to ona powiedziała? Ale po co?
- Nie słyszałaś? Masz stąd wyjść!- wrzasną po chwili. Spojrzałam na niego, w jego oczy. Były przepełnione złością... Jego mina...
Bałam się.
Znów się bałam chłopaka, którego znam od dawien dawna. Ale ten strach był inny niż w obecności Arroganta.
Tutaj nie błam się o to, czy coś mi się stanie. Czy może za chwilę będzie trzeba wzywać karetkę po mnie. Nie... To było coś zupełnie innego.
Bałam się ale tylko tego, że mogę na zawsze stracić Zayn'a. Możemy po tej kłótni już nigdy się do siebie nie odezwać. Normalnie, jak w jakiejś kiepskiej komedii brazylijskiej.
Zaczęłam po chwili podnosić się z podłogi, na której nadal klęczałam. Kiedy już stałam na nogach, szybko podeszłam do drzwi i nie czekając ani chwili prędko je otworzyłam oraz wyszłam. Zamyślona szłam do swojego pokoju, nie zważając na to iż może mi się coś stać. Podeszłam do drzwi pokoju i otworzyłam je powoli, ponieważ brakowało mi sił nawet na taką błahostkę, przekroczyłam próg pokoju.
Co to do diaska ma być?!
Jakiś chłopak z zasłoniętą twarzą leży prawie, że nagi na moim łóżku i paczy się na mnie, jak na kurczaka.
Co tu się dzieje...?! Pomyślałam i chciałam to powiedzieć na głos ale nie mogłam. W oddali było słuchać tylko echo słowa: dzieje.
***
- Co się z nią stało?!
- Amy!!
- Boże...
- Może dzwonić po pogotowie?!
- Dzwoń! Szybko!- jakie pogotowie? Co jest?
Ej czemu ja się nie ruszam?
Co to ma znaczyć?
Kto to nade mną tak ślęczy?
A tak.... Harry, Perrie i.... Zayn?!
Nie możliwe, przecież.... my się tak strasznie pokłóciliśmy, a teraz po tym wszystkim on klęczy nade mną taki zapłakany? Z resztą, jak wszyscy w tym pokoju.
Ej, no... Jakim to cudem ja widzę choć mam naprawdę zamknięte oczy?
Bezsens.
Dobra tam. Wstaję.
Podeszłam do Zayn'a i przytuliłam go, a on?
Nic. Dalej płacze i patrzy się w miejsce, z którego wstałam.
-Co on tam widzi?- pomyślałam i również przeniosłam tam wzrok.
O mój Boże!!!
Ja tam leżę.
Ale czemu.... O nie! To nie prawda.
Ja wcale nie umarłam! Ja żyję!
Jestem tu!
- Zayn! Zayn! Zayn!- krzyczałam jak najgłośniej się da ale oni wyglądali tak, jakby nic nie słyszeli. Pędem podeszłam do Perrie i stanęłam obok niej.
- Perrie!- próbowałam nią potrząsnąć ale to wszystko na nic.
Nagle usłyszałam wycie karetki.
Nie no.... To chyba jakieś żarty.
Usłyszałam otwierające się drzwi.
- Proszę się odsunąć!- zaczął ktoś krzyczeć. Odwróciłam się a tam trzech lekarzy wbiegło do mojego domu z jakimiś noszami.
- Amy! Ja muszę jechać z Amy!- rozległ się kolejny krzyk tylko tym razem.... Harry'ego?!
Ale, że on?
Dobra przyznawać się... Kto kombinował z uczuciami?
- Niestety nie może pan.
- Ale...!
- Proszę się odsunąć!- po tych słowach lekarze zabrali się do zbadania mnie. Harry tylko wybiegł z pokoju do kuchni po kluczyki, a następnie pobiegł do garażu po samochód.
- Proszę pana... Ona żyje prawda?- wyjąkała Perrie, która do tej pory nic nie mówiła. Patrzyła się z Zayn'em na lekarza z nadzieją w oczach. Po nie całych 2 minutach mężczyzna odezwał się.
- Nie... Niestety. Przykro mi.-
CO?!
Ja nie żyję?
A co ja właśnie robię?! Stoję na własnych nogach, myślę, widzę, słyszę i przypatruję się temu całemu cyrkowi.
- Pan kłamie! Pan jest cholernym oszustem! To nie jest prawda!!!- krzyczał Zayn i zapłakany wybiegł z domu, a Perrie?
Klęczała na kolanach, tępo wpatrując się w jeden punk. Po jej policzkach spływały miliony łez.
Nagle usłyszałam trzask drzwi.
Ktoś wbiegł do pokoju.
- ONA NIE UMARŁA! ONA ŻYJE! PAN NIE JEST LEKARZEM! ONA ŻYJE! Chociażby dla mnie...- ostatnie zdanie wypowiedział. Nie wierzę, że to on. Nigdy taki nie był.
Chciałabym teraz podejść do niego... Przytulić go... Pocałować?
Nie... A jednak.
Nie możliwe, że zakochałam się w nim.... po śmierci.
_______________________________________
Heejo! Co tam u Was?
Nie dodawałam tak długo, bo miałam
taki meeeeeega wielki szlaban na kompa. A ten rozdział n
napisałam od razu gdy tylko weszłam, czyli... Dzisiaj ;)
Mam nadzieję, że się podoba. :-)
- Musisz. Spójrz na mnie.- podniosłam głowę i musiałam bardzo się wysilić aby móc spojrzeć do góry.- Jeśli mu teraz nie powiesz to możesz go stracić, rozumiesz? Pomyśl tylko. On może później się dowiedzieć od kogoś innego i znienawidzi Cię za to, że mu nie powiedziałaś, więc jak?- wetchnęłam. Ma rację. Nie mogę upaść już całkowicie na dno.
- Dzięki. Nie zdajesz sobie sprawy, że bez ciebie bym sobie nie poradziła.- jak najmocniej ją przytuliłam, przeprosiłam i wyszłam z pokoju. Mój aktualny kierunek, do którego się udaję to pokój Zayna.
Raz kozie śmierć.
PUK! PUK!
- Proszę!- delikatnie nacisnęłam klamkę od drzwi i wychyliłam głowę do środka pokoju.
- Um... Mogę?
- Jeśli musisz to tak-z wielkim wahaniem weszłam do pomieszczenia, czując, że to nie będzie najlepsza rozmowa jaką poprowadziłam z bratem. I niestety miałam rację.
- Zayn, posłuchaj mnie. Bo.... - i się stało. Dolna warga zaczęły mi drgać...
Dałam upust swoim emocjom. Upadłam na kolana, płakałam...
A Zayn?
On... tylko stał nade mną i patrzył się na mnie z pokerową twarzą. Miałam dziwne odczucie, że ja niego wcale nie przejmuje i sprawiam mu problemy.
Hm... Może by tak uciec? Tylko do kąt?
Perrie?
Nie... I tak ma wystarczająco dużo problemów.
- Wstań, ogarnij się i wyjdź.- Chyba musze iść do lekarza, bo mam coś ze słuchem. Czy mój brat właśnie odezwał się do mnie chamsko? Nie... To nie możliwe. Wszyscy ale nie on. Dlaczego tracę wszystkich po kolei?
- Za...Zayn, czemu tak mówisz?- myślałam, że... no właśnie, co ja myślałam? Nie mam pojęcia.
Pomyślmy... Jaka ja teraz jestem?
Zagubiona? Nie... To nie pasuje.
Ja bym to bardziej określiła: coraz bardziej samotna, opuszczona... niechciana?
Tak to chyba to...
- Ukrywasz, okłamujesz.. Nadal nie wiesz, o co mi chodzi?- czyżby wiedział? Tylko od kogo?
Jak?
Wiedziałam o tym tylko ja i Perrie. Może to ona powiedziała? Ale po co?
- Nie słyszałaś? Masz stąd wyjść!- wrzasną po chwili. Spojrzałam na niego, w jego oczy. Były przepełnione złością... Jego mina...
Bałam się.
Znów się bałam chłopaka, którego znam od dawien dawna. Ale ten strach był inny niż w obecności Arroganta.
Tutaj nie błam się o to, czy coś mi się stanie. Czy może za chwilę będzie trzeba wzywać karetkę po mnie. Nie... To było coś zupełnie innego.
Bałam się ale tylko tego, że mogę na zawsze stracić Zayn'a. Możemy po tej kłótni już nigdy się do siebie nie odezwać. Normalnie, jak w jakiejś kiepskiej komedii brazylijskiej.
Zaczęłam po chwili podnosić się z podłogi, na której nadal klęczałam. Kiedy już stałam na nogach, szybko podeszłam do drzwi i nie czekając ani chwili prędko je otworzyłam oraz wyszłam. Zamyślona szłam do swojego pokoju, nie zważając na to iż może mi się coś stać. Podeszłam do drzwi pokoju i otworzyłam je powoli, ponieważ brakowało mi sił nawet na taką błahostkę, przekroczyłam próg pokoju.
Co to do diaska ma być?!
Jakiś chłopak z zasłoniętą twarzą leży prawie, że nagi na moim łóżku i paczy się na mnie, jak na kurczaka.
Co tu się dzieje...?! Pomyślałam i chciałam to powiedzieć na głos ale nie mogłam. W oddali było słuchać tylko echo słowa: dzieje.
***
- Co się z nią stało?!
- Amy!!
- Boże...
- Może dzwonić po pogotowie?!
- Dzwoń! Szybko!- jakie pogotowie? Co jest?
Ej czemu ja się nie ruszam?
Co to ma znaczyć?
Kto to nade mną tak ślęczy?
A tak.... Harry, Perrie i.... Zayn?!
Nie możliwe, przecież.... my się tak strasznie pokłóciliśmy, a teraz po tym wszystkim on klęczy nade mną taki zapłakany? Z resztą, jak wszyscy w tym pokoju.
Ej, no... Jakim to cudem ja widzę choć mam naprawdę zamknięte oczy?
Bezsens.
Dobra tam. Wstaję.
Podeszłam do Zayn'a i przytuliłam go, a on?
Nic. Dalej płacze i patrzy się w miejsce, z którego wstałam.
-Co on tam widzi?- pomyślałam i również przeniosłam tam wzrok.
O mój Boże!!!
Ja tam leżę.
Ale czemu.... O nie! To nie prawda.
Ja wcale nie umarłam! Ja żyję!
Jestem tu!
- Zayn! Zayn! Zayn!- krzyczałam jak najgłośniej się da ale oni wyglądali tak, jakby nic nie słyszeli. Pędem podeszłam do Perrie i stanęłam obok niej.
- Perrie!- próbowałam nią potrząsnąć ale to wszystko na nic.
Nagle usłyszałam wycie karetki.
Nie no.... To chyba jakieś żarty.
Usłyszałam otwierające się drzwi.
- Proszę się odsunąć!- zaczął ktoś krzyczeć. Odwróciłam się a tam trzech lekarzy wbiegło do mojego domu z jakimiś noszami.
- Amy! Ja muszę jechać z Amy!- rozległ się kolejny krzyk tylko tym razem.... Harry'ego?!
Ale, że on?
Dobra przyznawać się... Kto kombinował z uczuciami?
- Niestety nie może pan.
- Ale...!
- Proszę się odsunąć!- po tych słowach lekarze zabrali się do zbadania mnie. Harry tylko wybiegł z pokoju do kuchni po kluczyki, a następnie pobiegł do garażu po samochód.
- Proszę pana... Ona żyje prawda?- wyjąkała Perrie, która do tej pory nic nie mówiła. Patrzyła się z Zayn'em na lekarza z nadzieją w oczach. Po nie całych 2 minutach mężczyzna odezwał się.
- Nie... Niestety. Przykro mi.-
CO?!
Ja nie żyję?
A co ja właśnie robię?! Stoję na własnych nogach, myślę, widzę, słyszę i przypatruję się temu całemu cyrkowi.
- Pan kłamie! Pan jest cholernym oszustem! To nie jest prawda!!!- krzyczał Zayn i zapłakany wybiegł z domu, a Perrie?
Klęczała na kolanach, tępo wpatrując się w jeden punk. Po jej policzkach spływały miliony łez.
Nagle usłyszałam trzask drzwi.
Ktoś wbiegł do pokoju.
- ONA NIE UMARŁA! ONA ŻYJE! PAN NIE JEST LEKARZEM! ONA ŻYJE! Chociażby dla mnie...- ostatnie zdanie wypowiedział. Nie wierzę, że to on. Nigdy taki nie był.
Chciałabym teraz podejść do niego... Przytulić go... Pocałować?
Nie... A jednak.
Nie możliwe, że zakochałam się w nim.... po śmierci.
_______________________________________
Heejo! Co tam u Was?
Nie dodawałam tak długo, bo miałam
taki meeeeeega wielki szlaban na kompa. A ten rozdział n
napisałam od razu gdy tylko weszłam, czyli... Dzisiaj ;)
Mam nadzieję, że się podoba. :-)
piątek, 25 października 2013
Story Of My Life
Kurcze... Wreszcie znalazłam 5 minut.... Dosłownie. Niestety tylko tyle... Więc na szybko, gdyby jakaś z moich sióstr nie przesłuchała jeszcze "Story Of My Life" dodaję ten post. Ta piosenka to..... 8 CUD ŚWIATA!! Zdecydowanie najlepsza solówka Niall'a. I oczywiście prawie przez całą piosenkę przepiękny głos Harry'ego.
Oh.
Dobra, sami ocenicie...
"STORY OF MY LIFE"
OTO LINK:
http://gwiazdunie.pl/one-direction-story-of-my-life-piosenka-juz-dostepna-premiera/
Tak... Wchodzę na te nieszczęsne Gwiazdunie. Mimo tych wszystkich plotek, lubię czasem wejść na tę stronę i gdy mam zły humor ponabijać się z nich. Taaaa.... Bo to takie fascynujące :D
Oh.
Dobra, sami ocenicie...
"STORY OF MY LIFE"
OTO LINK:
http://gwiazdunie.pl/one-direction-story-of-my-life-piosenka-juz-dostepna-premiera/
Tak... Wchodzę na te nieszczęsne Gwiazdunie. Mimo tych wszystkich plotek, lubię czasem wejść na tę stronę i gdy mam zły humor ponabijać się z nich. Taaaa.... Bo to takie fascynujące :D
sobota, 12 października 2013
Koniec?
To chyba koniec z tym blogiem :'( Nie mam czasu!!! Masakra :( Albo nauka albo coś tam... a wiecie przyjaciół też nie można zaniedbywać :) No więc chyba zwieszę go na jakiś czas. Przepraszam ale... No tak się złożyło. Do zobaczenia :D
Na sam koniec:
http://www.youtube.com/watch?v=AgEV0uMnysY
Papatki ;D
Na sam koniec:
http://www.youtube.com/watch?v=AgEV0uMnysY
Papatki ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)