piątek, 21 marca 2014

OGŁOSZENIE!


(zdjęcie z 20.03.2014r. *.* Kocham Ich i mojego zacnego Harolda <3
 który się troszkę schował ;3) A tak serio, kocham Niall'a ale niech wróci
do poprzedniej fryzury ;) Dobra.. Tak też może być <3
Chce Wam pokazać bloga mojej koleżanki. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Dopiero zaczyna, więc proszę o wyrozumiałość. Wyjeżdżam zaraz więc mnie nie będzie przez caaaały weeken. No i rozdziału też nie będzie ;( Ale w następnym tygodniu na 100% ;3! No to papatki :* i do zobaczonka!

Link do bloga:
http://this-is-realy-me.blogspot.com/

środa, 19 marca 2014

Rozdział 17

Nio heej ;3 Kurczę, nie miałam neta przez 2 dniu, bo deeeeszcz laaał i cos tam się stało :/ Jprld. Do tego miałam dzisiaj mega przypał. Pani od przyrody mnie przyłapała na ściąganiu, bo ja, jak to ja, nie schowałam ściągi do piórnika tylko leżała sobie o tak przede mną -.- Mądra ja. No ale przynajmniej mieliśmy wszyscy beke z tego :D Hahahahaha aż samej mi się chce z siebie śmieć ahahha ;3 Dobra koniec  o mnie.. Oto rozdział nastał...(rozdział będzie krótki, pisany na szybko :/)
PS: Hhahahah nie ma to jak pisać rozdział przy SpongeBob Kanciastoporty xD Hhahaha ale FUN XD
_______________________________________________________________________________

Od rana już siedzę w szpitalu i czekam na moment, gdy będę mógł wejść do mojej ukochanej. Zastanawiam się tylko, co ja powinienem zrobić z tym, że mnie okłamała... No i Louisa..
- Zapraszam pana na salę.
- A taak, już idę. - i poszedłem na salę za pielęgniarką. Stanąłem przy łóżku i grzecznie poczekałem, aż ona opuści pomieszczenie.
Usiadłem na krześle i czekałem... Nie wiem na co.. Aż..
- Harry.. - ktoś wychrypiał moje imie.
Amy.
- Tak słonko? - pewnie czegoś potrzebuje.
- Co ty tu robisz?
- Patrzę na najważniejszą osobę w moim życiu. - uśmiechnąłem się i potuliłem ją bardziej kądrą.
- Czyli to znaczy...
- Wiem, ze to nienajlepszy moment ale kocham cie.. No wiem, że jestem kobieciarzem i to co robiłem  wcześniej z dziewczynami.. No może ci odpychać ale ja się zakochałem. Nie wiem czemu. Nie pytaj o nic bo nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. To jest dla mnie nowe i...
- Cicho! Rozumiem. -  odpowiedziała, ale... Nie powiedziała mi tego samego. Czyli nie... Ja..
- Musze iść.
- Nie no nie idź. Ja też cie kocham tyle, że po przyjacielsku... Ale to nic.. My się możemy przyjaźnić.
- Nieee.. Taa... No ja i tak musze isć. Pa. - myślałem, że się tam popłacze. No mnie nie kocha... Nie tak nie będzie. Jeśli ja ją kocham to ona mnie też. Ja jej pokarze... Będzie błagała mnie o to by ze mną być po mojemu.

***Louis***

- Przepraszam, gdzie leży Eleanor Calder?
- Piętro 3, sala 43.
- Dziękuję pani. Mała chodź. - pociągnąłem Mia za rękę i ruszyliśmy do Eleanor.
- Boję się.
- Czego?
- Że mnie nie ze chce. Lou ona mnie już nie kocha. - matko... Czemu to wszystko musi się tak pieprzyć? A jeśli Mia ma racje? Musze... Chce aby została ze mną. Polubiłem tę małą.
Nagle stanęliśmy pod salą 43.
- Idziemy. - otworzyłem drzwi i zobaczyłem piękną dziewczynę. Ma brązowe włosy, błękitne (
nie wiem jakie ma Elka oczy więc wymyśklam xD)  śliczne oczy.
Dziewczyna anioł.
Stop!
Ona skrzywidziła Mia. Nie dam się omotać. Nigdy.
- Mia..? To ty? - matko... Zabiję się dla tej dziewczyny.

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 16

No heeej ;3 Krótkie, ale... Jest szybciej :D Nie no wzięłam się za siebie ;) Podoba Wam się dalszy
ciąg tych marnych podrób "Trudne Sprawy" ?
Nie widzę komentarzy, więc chyba nie... Eh.
Bywa, przynajmniej mam coś na zabicie czasu ;3 No tak.. Łapajcie nowego rozdziała !! Papatki :* 
______________________________________________________

- Przepraszam bardzo, ale tam nie można wchodzić. - pielęgniarka szybko zwróciła mi uwagę, gdy tylko próbowałem wedrzeć się do sali Amy......


***
Naprawdę, ostatnio zdałem sobie sprawę, że bez niej nie potrafię żyć. To właśnie ona sprawia, że moje wargi wyginają się na wzór uśmiechu, dzięki niej mam siłę na te wszystkie koncerty, wywiady, sesje... To ona podnosiła mnie na duchu przez te wszystkie lata, chociaż robiła to nieświadomie. Samym obrażaniem mnie lub odwarkiwaniem sprawiała mi radość. To jest dziwne.. No bo niby człowiek Cię próbuje zniszczyć, a ty uważasz to za pomoc we wszystkim, za, jak to mówią inni: wsparcie. Nie wiem jak działa miłość, nie znam jej planu postępowania, ale wiem, że prędzej czy później będziemy mogli rozkoszować się chwilami spędzonymi razem oraz tymi, o których nikt nie będzie wiedział. Dla mnie w tej chwili nie ważne jest kiedy to się stanie, ale ważne jest to, że tak w ogóle będzie. Chcę aby tak było...

***
- Harry.. Harry obudź się... Harry... - cichutkie wołanie wybudziło mnie z moich wspaniałych snów i senno-przemyśleń na temat mnie i Amy. Chciałbym aby takie historie, jak w moich snach nie były tylko obrazem wymyślonym przez moją wyobraźnię, ale żeby to było prawdą.
- No Harry no... - znów szeptanie. Czy oni naprawdę nie dadzą człowiekowi pomarzyć?!
- Oh no już wstaję. - i bez wcześniejszego zorientowania się gdzie jestem, odruchowo wstałem i skierowałem się na lewo, do moich drzwi , którymi wychodzi się z pokoju. Niestety to chyba nie był mój pokój, bo zamiast swobodnie przejść przez drzwi, trafiłem w coś bardzo twardego.
- Ałć! - syknąłem i łaskawie, jak to ja po przebudzeniu, otworzyłem swoje zielone oczy. Zobaczyłem biało-zielone ściany jakiegoś korytarzu. Gdzie to ja... A no tak jestem w szpitalu.
- Uważaj, bo być sobie niezłego guza nabił, o ile już tego nie zrobiłeś pacanie. - skwitowała Perrie, która przyjechała ze mną to tego szpitala.
- Weź wyjdź i nie osłabiaj swoją brzydotą. - odpowiedziałem najmilej jak potrafię w stosunku do niej i powoli wstałem z podłogi.
- A ty swoją głupotą. Jesteś taki... - no i na szczęście nie dokończyła przez pielęgniarkę. To dobrze, bo naprawdę nie wiem co bym jej zaraz zrobił.
Lama jedna...
- Przepraszam, czy państwo są przyjaciółmi Amy?
- Tak. - odpowiedzieliśmy w równym tempie, przez co nasze wymienione spojrzenia nie były najlepsze.
- Więc tak.. - pielęgniarka przewinęła kilka kartek do przodu w swoim notesie i mówiła dalej. - Pani Mali ma lekki uraz głowy, ale nic po za tym. Niedawno się obudziła, więc myślę, że za jakieś tydzień, najwyżej dwa tygodnie będzie mogła wyjść.
- To dobrze, dziękujemy za wiadomość. A... Czy możemy do niej wejść?
- Nie na razie myślę, że lepiej by było gdyby nie... Musi odpoczywać, proszę przyjść jutro. - odpowiedziała i sobie poszła.
Ja pierdole... Nie wytrzyma do jutra...

*** Louis***

- Masz wszystko? - spytałem pośpiesznie, chcąc jak najszybciej pojechać do szpitala.
- Tak, tak, możemy jechać Lou. - kurde, pierwszy raz powiedziała do mnie po imieniu. Nie powiem, że coś, ale miło mi się zrobiło na sercu. Dobra, koniec myślenia.
- To chodź. - wziąłem małą na ręce i wyszliśmy z domu. Wsadziłem ją do samochodu, zapiąłem (no pas oczywiście xD) i sam usadowiłem się na swoim miejscu.
- No to w drogę. - i wyruszyliśmy.
Przez chwilę zapanowała cisza. To pewnie spowodowane tym... zdenerwowaniem.
- Louis... A co będzie, jak Eleanor nie będzie chciała mnie z powrotem? -
kurwa.
- Zostaniesz ze mną słonko.

środa, 5 marca 2014

Rozdział 15

- No nareszcie.. Ile ta dziewczynka ma Powera? - powiedziałem do siebie oraz udałem się do łazienki, po tym jak uśpiłem małą. Leniwym krokiem, jak ja to mam w zwyczaju robić wieczorem, wszedłem po schodach na pierwsze piętro i od razu schowałem się za drzwiami pomieszczenia. Pierwsze co zawsze robię po wejściu do "świątyni dumania" to musze załatwić swoje sprawy na kibelku.
Takie przyzwyczajenie.
Następnie rozebrałem się i wskoczyłem pod prysznic.
- O tak... - wyszeptałam, gdy poczułem gorącą ciesz na mojej skórze. Kochałem brać prysznic. To takie... odprężające. Mogę zapomnieć o wszystkim i wszystkich oraz skupić się tylko na sobie. Kolejne dwadzieścia minut spędziłem właśnie na myciu się i czerpania przyjemności z tej kąpieli.
- Dobra, wychodzę. Tylko gdzie... kurwa. - przekląłem pod nosem, wyszedłem z kabiny oraz zawiązałem sobie ręcznik wokół pasa, ponieważ ja, jak to ja, zapomniałem wziąć bokserek.
- Geniusz. - skwitowałem i ruszyłem do mojej sypialni. Powoli wszedłem do środka i podszedłem do szafy.  Schyliłem się i ostrożnie otworzyłem szafkę z moimi gatkami. Wyjąłem ulubione czyli różowe w kucyki Pony.
I love it <3
Może trochę dziwne, ale co tam...
Nikt nie widzi c'nie?
Wziąłem w końcu te bokserki i odwróciłem się z zamiarem wyjścia, ale za mną stała Mia, bo tak właśnie miała na imię ta mała dziewczynka.
- Ej, słońce, co ty tu robisz? Powinnaś chyba spać, co mała? - spytałem się i kucnąłem przed Mia'ą (nie ogarniam za bardzo jak to się pisze ;d)
- No tak, tak, ale w telewizji mówili o Eleanor.
- O kim? Kto to, ta Eleanor? - nie łapie już o co chodzi...
- No bo Eleanor to ta moja siostra. - odpowiedziała Mia i pociągnęła mnie na dół, abym zobaczył chyba co jest w TV. Prędko zeszliśmy na parter i podszedłem do telewizora.
"- Panie i panowie. Informujemy, iż większość dróg w Londynie jest nieprzejezdna przez wypadek, do którego doszło o godzinie piętnastej. Zderzyły się ze sobą autobus oraz samochód osobowy. Spowodowało to śmierć kierowcy samochodu osobowego, niejakiego Tom'a Smith'a oraz bardzo ciężkie obrażenia u pasażerki Eleanor Calder i poważny uszczerbek na zdrowiu kierowcy autobusu. Niestety nie znamy imienia oraz nazwiska tego pana oraz nie wiemy dlaczego i jak doszło do tego wypadku. Więcej informacji na...."
Nie jest dobrze. Podczas gdy ja gapiłem się w telewizor patrząc na widoki z wypadku, Mia próbowała wybudzić mnie z tego "transu" w jaki wpadłem po tej wiadomości.

- Co jest z Eleanor?
- Nie wiem mała... Jutro pojedziemy do szpitala i spytamy się lekarzy. No i przy okazji zobaczysz siostrę. - pocieszyłem dziewczynkę, a ta na samą wiadomość o tym ucieszyła się, jak to mają w zwyczaju małe dzieci.
- To fajnie! Stęskniłam się za nią. - powiedziała to Mia tym swoim słodziutkim głosikiem. Coraz bardziej przywiązuje się do tej małej, a to może się źle skończyć. 

***Harry***
Od czasu, gdy wróciłem ze szpitala tylko leże, oglądam i jem. Nie mam na nic siły. Nic mi się nie chce. To w ogóle nie w moim stylu. Ciągle myślę o tej sprawie z Amy, Lou... I o tym, czy ja ją naprawdę kocham. Ciężko jest to stwierdzić. Takie uczucie jest dla mnie nieznane. No do tej pory. Nie mam pojęcia co zrobić. Jeśli w ogóle mam coś robić.
*Dryń! Dryń!*
- Ide! - krzyknąłem, mając nadzieje, że ktoś przestanie dzwonić, ale nie...
*Dryń! Dryń! Dryń!
- No kurde! Ide przecież! - krzyknąłem jeszcze raz, szybko podszedłem i otworzyłem drzwi. Zobaczyłem przed nimi Perrie.
Matko Boska.. Czego ona chce? Wkurza mnie swoim zachowaniem odkąd już nie sypiamy ze sobą. Kiedyś była inna. Bardziej wyluzowana, nie taka grzeczniutka, jak jest teraz. Ale to dlatego, że chodzi z Zayn'em. On ją tak zmienił.
Hm... Ciekawe czy on wie, ze ja i on...
- Ziemia do Harry'ego!
- Yyyy.. Co?
- Oh.. Jezu nie przychodzę z własnej woli. - wycedziła i wepchnęła się do środka. Wpychanie się wszędzie i we wszystko nigdy jej się nie zmieni.
- A już się tak cieszyłem. - odparłem ironicznie i spojrzałem się na nią. - No mów wreszcie, bo nie mam dla ciebie całego dnia.
- Amy mnie tu przysłała, pacanie niedorozwinięty.  - Ale to był pocisk. Nie dość, że słaba mistrzyni zabawy to jeszcze ciętych ripost. - Chciała abyś do niej przyszedł.. - powiedziała. - Wybudziła się. - dodała szybko. Teraz to już nie interesuje mnie, że ona tu stoi. Teraz jest tylko Amy.
W głowie odbijały mi się słowa: "Wybudziła się". Nie czekając ani chwili, wziąłem Kurtkę, założyłem buty i pociągnąłem Pezz.
- Co ty robisz? - spytała z wyrzutami chyba, ale mnie to zbytnio nie interesowało.

- Jedziemy do szpitala, nie widzisz? - warknąłem i prędko wsiedliśmy do samochodu.
Musze ją zobaczyć...

niedziela, 16 lutego 2014

Imagin cz. 4


- Kocham jak dla mnie gotujesz. – pocałowałam go w policzek i powędrowałam dookoła stołu na swoje miejsce.
- Proszę oto cieplutkie tosty z pyszniutkim kakałkiem dla mojej księżniczki. -
Wooo… Nie powiem, że go nie lubię, bo lubię i to bardzo… Dlatego cieszę się gdy tak do mnie mówi…
*Dzyń! Dzyń!*
- Ja otworzę piękna. – pocałował mnie w policzek i leniwym jednak krokiem powędrował do drzwi z zamiarem otworzenia ich.
- Hej kotek.. Stęskniłeś się? –
Co?
Jaki kotek?
Kto to jest?
- Eleanor, co ty tu robisz? – słychać , że Lou jest zdziwiony, ale może tylko udaje?
- No jak co? Przyszłam do ciebie…
- El.. Słuchaj, my się rozstaliśmy tydzień temu.. -
Aaaa… Nadal nie rozumiem -,-
- Kurde, Louis. Przyłam do ciebie jako przyjaciółka. – Tsaaa.. Przyjaciółka z kotkiem nie wyskakuje...
- Kotek? Serio? Do przyjaciela? – telepatia.
- Matko Boska, Lou ja tak do wszystkich mówię, jak ci się nie podoba do przestanę. – wywróciła oczami i się uśmiechnęła… przyjaźnie?
Może jest fajna?
- Może wejdę nie będziemy stać tak przecież w progu nie?
- Wiesz teraz nie mogę… - Chciał zaprzeczyć Louis, ale ja tam ją chętnie poznam.
- Niech wchodzi! – krzyknęłam.
- A kto to? – spytała, no przecież, zdziwiona.. Eleanor?
- Chodź, chodź… - westchną zdezorientowany Lou.
Biedaczek.
Całkiem ciekawie się zapowiada.
- Hej. Eleanor jestem. – podeszła do mnie brunetka, średniego wzrostu. Byłyśmy prawie równe. Jednak dziewczyna troszkę przewyższała mnie wzrostem. Wyciągnęła do mnie swoją dłoń, którą ozdabiał przepiękny pierścionek. *.*
- Hejka. Jestem Amelia, ale dla przyjaciół Amy – uśmiechnęłam się, jak najładniej mogłam.
Czuję, że mogę się z tą dziewczyną zaprzyjaźnić. Ona w odpowiedzi także się uśmiechnęła. Widać, ze raczej nie jest tym typem dziewczyn, które są puste jak rurka od lizaka.
- Choć, może obejrzymy jakiś film, pogadamy, jak dziewczyna z dziewczyną. – i obie się zaśmiałyśmy. Dawno z nikim tak szczerze nie gadałam.
- Jasne, czemu by nie? Trzeba tylko wybrać film i przyrządzić coś pysznego na pogaduszki i seans. Ja się tym zajmę a ty pójdź do pokoju. Tam są płyty z dobrymi filmami. – no, trochę porządziłam, czyli to co lubię i zajęłam się robieniem deseru lodowego. Odwróciłam się w stronę stołu, a tam Lou.
Biedaczek siedzi sam i nie ma co z sobą począć.
- No niestety, ale teraz z nami nie posiedzisz. I raczej na miasto nie pójdziemy.
- Zdążyłem zauważyć. – odparł mój ukochany dzieciak i zwinnym krokiem podszedł do mnie.
- I co masz zamiar zrobić z tym fantem? – mruknęłam mu do ucha, gdy już zbliżył się na można powiedzieć, niebezpieczną odległość.
- Porwać cie. – szepnął po czym zaczął całować i wyznaczać drogę od ucha do ust…
O matko!
Nie wierzę, że to się dzieje. To nie możliwe. Zraz pocałuję Lou, zaraaa..z
- Już zrobiłam. Przepraszam naprawdę. – Nie pięknie. A miało być tak pięknie -.-
- Nie nic się nie stało. Idziemy? – spytałam żeby nie było między nami takiej napiętej atmosfery. No to teraz pędzie z nią pogawędka na temat: Całowania się z Louisem.
Mam przechlapane.
Tylko współczuć sobie tak naprawde.
- Chodź! Już się film zaczął. – pociągnęłam mnie za rękę El i zniknęłyśmy w salonie…
______________________________________
Kolejna część mojego imaginu ;)) Myślę, że Was zaskoczyłam
Eleanor :D Ja ją bardzo lubię, ale musiałam coś wymyślić...
No więc jest!
KOMNETUJCIE!!! ;-)

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 14

- Co ty robisz?!
- A co? Naprawdę jesteś taki ślepy czy tylko udajesz?!
- Nie możesz jej zostawić!!!
- Mogę i właśnie mam zamiar to zrobić! - po tych słowach bez wahania zbiegłem schodami na parter szpitala oraz udałem się do wyjścia.
- Przepraszam pana. Czy mógłby pan...
- Nie! Do widzenia! - i nadal nie zwracając uwagi na owego osobnika szedłem wprost do szklanych, rozsuwanych drzwi wyjściowych.
- Ale proszę pana! - gwałtownie odwróciłem się w stronę dobiegającego głosu.
Dlaczego się odwróciłem? Proste...
Głos wołający mnie był miły, ciepły, troszeczkę piskliwy, a co najważniejsze dziewczęcy. Głos należał do małej dziewczynki.
- Słucham Cię. - oznajmiłem, kucając przez malutką istotą nie liczącą więcej niż pięć wiosen.
- Bo ja szukam domu... - z jej ust z trudem i niepewnością wypłynęły słowa, które były muzyką dla moich uszu.
- A gdzie twoi rodzice? - zapytałem z ciekawości. No bo jakby się znalazło rodziców to dom też, nie?
- Ja ich nie mam... - odpowiedziała przerażona dziewczynka, jakby wiedziała i czuła strach przed tym co może się stać nie mając rodziców ani nikogo bliskiego przy sobie.
- Jak to nie masz? Chodź... Może pojedziemy do mnie? - zapytałem, ale jednak gdy zdałem sobie sprawę jak to mogło zabrzmieć i jak ona mogła to zrozumieć... O Boże...
- Znaczy może najpierw na policje? - ona podniosła brew... - No żeby odnaleźć twoich rodziców.
- Ale ja ich nie mam... Nie rozumiesz?! - wrzasnęła i tupnęła nogą, tak że echo rozniosło się po całym szpitalu - Ale mogę pojechać do ciebie. - wymamrotała delikatnie zawstydzona.
Mnie to już totalnie zamurowało.
Eh..
No i co ja mam zrobić?
- Yyyy..Taaa.. Jasne.. No tak, chyba możesz.
- AAAAA! Super! - krzyknęła uradowana i szybko pociągnęła mnie do wyjścia. Rozejrzała się po czy dodała. - A gdzie jest twój samochód?
- Tam za rogiem... Chodźmy już.

*** Amy

- Dobrze... Teraz tylko czekać..
- Ale jak to? Może umrzeć?
- Zawsze jest takie ryzyko.
- Doktorze! Jesteś najlepszym jak słyszałem specjalistą a pan taki: Zasze jest ryzyko! Nienormalny pan czy jak?!
- Harry uspokój się.
- JAK MA SIE USPOKOJĆ DO JASNE CHOLERY?!!? PIERWSZA DZIEWCZYNA JAKĄ POKOCHAŁEM LEŻY TERAZ NA ŁÓŻKU W JAKIEJŚ ZASRANEJ ŚPIĄCZCE, A WY MI MÓWICIE O JAKMŚ DURNYM SPOKOJU?! WAS DO RESZTY POJEBAŁO?!
- O matko...
- To może ja go wyprowadzę. Będzie bezpieczniej. - szybko bąkną Zayn i zabrał go z sali. Ale no ja nie mogę.
On mnie kocha?
Ja cię kręcę.
Najgorsze w tym wszystkim, że ja go też...
Boże - widzisz, a nie grzmisz!

*** Harry ***

- Puszczaj mnie!
- Stary weź już odpuść. Laska widać, że cię kompletnie olewa.. Nie powiedziała ci nic o związku z Louisem, a ty takie cyrki dla jakiejś panny odwalasz.. Nie przesadzasz? Chodźmy do klubu a tą zaostawmy.
- Nie znasz jej więc nie oceniaj! - wrzasnąłem i cały wkurwiony pobiegłem do wyjścia. - Co za kurwa dzień. - westchnąłem i wyszedłem przed szpital. - Ide do domu. - powiedziałem do siebie i zacząłem iść w stronę mojego housa.
- Louis? - powiedziałem, po tym jak zobaczyłem Lou z jakąś małą dziewczynką. I to nie była jego siostra, kuzynka czy dziecko jego koleżanki. Nie w tej chwili. Nie po tym co się działo.
- Louis! - krzyknąłem, ale na marne. Wsiedli i odjechali samochodem.
- Jechać tam? Nie to nie ma sensu. - jeszcze chwile się zastanawiałem, po czym i tak zrezygnowałem. Za dużo tych wrażeń na dziś.

*** Louis***
 Oprowadziłem małą po moim skromnie mówiąc.... Wieeelkim domu. Sądząc po jej minie, musi się jej tu podobać.
- Może chce kakao? Mam takie bardzo dobre. - uśmiechnąłem się na zachętę i... Podziałało!
- Niech będzie. Siostra mi zawsze robiła. - CO?!
- Ale jak siostra? Masz siostrę? Czemu z nią nie jesteś? - zadawałem masę pytań. No to tylko dziecko, mogło sobie cos wymyślić. Może ktoś właśnie na nie czeka przed szpitale i się zamartwia..
Co ja zrobiłem...?
- Nie mam.. znaczy mam ale nie mam.
- A dokładniej?
- Siostra wczoraj w nocy, jak spałam, spakowała swoje rzeczy i się wyniosła...  Rano wyszła. To już widziałam... Wyszła z domu.. Wybiegłam za nią.. Nawet krzyczałam... Szybko odbiegła z walizką.. - płakała... Nie wierze...
Ja płacze?
Jak można zostawić tak małe dziecko?!
Ja pierdole...
Trzeba mieć naprawdę nie po kolei w głowie...
Niech ja ją tylko znajdę...
__________________________
Przepraszam i jeszcze raz przepraszam za
tą rozłąkę ;( Nie miałam czasu ;( Ale teraz
obiecuję.. Postaram się codziennie jakiś
rozdział ;)) Pzdro... Lov ya <3


niedziela, 26 stycznia 2014

Libster Awards #2

Już drugi raz zostałam nominowana do Libster Awards :) I bardzo się z tego cieszę.

A oto pytania:




1. Jakie owoce lubisz najbardziej ?
Mandarynki ;)
2.
Lubisz Zerrie ?

Kocham *.* 3. Co robisz w ferie ?
Spotykam się z przyjaciółmi, wyjeżdżam gdzieś i.... poświęcam czas blogowi oraz 1D.
4. Co wolisz wiosnę, lato, jesień czy zimę ?
Lato :D5. Oglądałaś "TIU" ?
Pewnie, że tak ♥ Byłam dwa razy w kinie... I mam na płycie ;)
6.
Ulubiona cyferka ?

4 lub 13
7. Larry vs. Narry ?
Chyba Narry. 8. Jak masz na drugie imię ?
Natalia
9. Jakiego języku chciałabyś się nauczyć ?
Chińskiego i... Francuskiego (zaczynam)10. Trenujesz jakomś dyscyplinę ?
Tak, siatkówkę  i kiedyś biegi  ;))11. Najlepszy dzień w życiu ?
Są trzy... 1: TIU 30 sieprnia; 1DDay; TIU 14 grudnia ;))

Nominowane blogi przeze mnie:

  • http://abbey-james-opowiadanie.blogspot.com/
  • Nie czytam blogów na razie więc są one tylko dwa ;))
    I pytania ode mnie:
  •  W czym jesteś najlepsza?
  • O czym właśnie myślisz?
  • Jaki jest twój styl? Opisz go w trzech słowach...
  • Jaki kolor mają twoje ściany w pokoju?
  •  Lubisz sport?
  • Noc czy dzień?
  • Biały czy czarny?
  • Facebook czy Twitter?
  • Masz rodzeństwo?
  • Kim chcesz być w przyszłości?
  • Wierzysz w przyjaźń damsko - męską?

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 13

To było coś niesamowitego. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Oczywiście całowałam się nie raz, ale nigdy nie czułam się tak jak teraz. Nie do opisania.
- Wierzę Ci. - uśmiechnęłam się i powoli uniosłam na łokciach, tak jak wcześniej.
- Perrie... Pomożesz mi ogarnięciem się i pójdziesz ze mną po wypis? - zacisnęłam usta w cienką linię i spojrzałam na nią. Po pierwsze: Nie zręcznie było mi prosić ją o takie rzeczy, a po drugie: co to przed chwilą widziała... Sama się zdziwiłam, więc jak to przyjęła ona? Niby dla mnie to jest na potrzeby planu, ale ona jeszcze nie wie, że "pogodziliśmy się". Będę musiała jej to wytłumaczyć i to jak najprędzej. Dziewczyna do tej pory nic nie odpowiedziała.
- Pezz...? - ponagliłam blondynkę, a ta w końcu zareagowała.
- Tak.. Tak pomogę.
- To dobrze. - z powrotem ułożyłam się na łóżku.
- Amy jest 10 rano. Może ja po ciebie przyjdę o 15 i wtedy pójdziemy na zakupy świąteczne? -
Hm... Całkiem niezły pomysł.
- Mi tam pasuje. Myślę, że się wyrobimy z Perrie. - zapewniłam i zwróciłam się do wszystkich.
- Hej... Jeśli mam w najbliższym czasie wyjść to raczej nie w pidżamie, dlatego muszę się przebrać, ale...
- Tak wiem. Nie przy nas kotku. - uśmiechnął się i puścił mi oczko Hazz. Dobra przypuśćmy, ze to uszło mojej uwadze, ale to kotku?!
Powoli mam tego dość szczerze mówiąc.
Ale...
Co ja na to poradzę?
- Taaa... No właśnie.. - powiedziałam cicho, zmieszana. - No moglibyście wyjść? - spytałam jak najdelikatniej, żeby ich nie urazić.
- Jasne. - rzucił szybko Lou (coś ostatnio mało mówny w stosunku do mnie)...
OMG!!!
Przez tą całą sprawę zapomniałam....
Jak ja mogłam... Boziu.. Co ja zrobiłam?!
W moich oczach pojawiły się łzy.
Wcale nie chciałam, żeby to tak wyszło. To nie tak miało być!
- Louis ja... Ja przepraszam. - wykrztusiłam ledwo przez łzy. Jak najprędzej mogłam wstałam, aby podejść do niego, choć doskonale wiedziałam, że mogę wstawać tylko przy lekarzu. Tak też miało być pod czas zbierania się do domu. Niestety to wstanie nie przyniosło nic dobrego...
Zaraz po zerwaniu się z łóżku, spróbowałam ustać chwilę na równych nogach, ponieważ zakręciło mi się w głowie. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, a dalej... A dalej nie pamiętam.

*** Louis ***
Nie mam pojęcia, jak ona mogła o tym zapomnieć i w najlepsze zabawiać się z moim najlepszy przyjacielem. Kompletnie jej nie rozumiem.
Nie wiem... Czy każdy normalny człowiek zapomniałby, że z kimś chodzi?
Najwidoczniej tak. Amy była MOJĄ dziewczyną, a całowała się z Harry'm, ten mówił do niej kotku, mała...
Mimo, że to bardzo bolało, jak tak robili stałem tam dalej. Chciałem zobaczyć jak dalej się będą zachowywać. Myślałem, że sobie przypomni... I przypomniała... Tylko, że dla mnie to było za późno. O wiele za późno...
Rozpłakała się, przeprosiła i co z tego?
Nigdy jej tego nie wybaczę, a tym bardziej jemu. Ona... Zwykła idiotka z ulicy, ale on? Mój najlepszy przyjaciel od... Praktycznie od zawsze... Odkąd pamiętam trzymaliśmy się razem i w ogóle... Ale teraz to się zmieniło.
To koniec.
W pewnym momencie Amy wstała, zachwiała się i upadła. Nie czekając ani minuty podbiegłem do niej. Klęczał już przy niej Harry i coś tam mówił.
- Odsuń się! - warknąłem na byłego przyjaciela, lecz ten się nie ruszył.
- Powiedziałem: Odejdź od niej! - krzyknąłem i go odepchnąłem, ale to przyniosło fatalne skutki.
Harry wściekły podniósł się z podłogi, na której jeszcze sekundę leżał.
- O co ci kurwa chodzi?! - wrzasnął, wściekły jak byk.
- Nie podchodź do mojej dziewczyny!
- CO?! - wykrztusił Harry całkowicie zszokowany.
To on nie wiedział?
Ale... Ale jak to?!
Czyli ona... Ona oszukała nas wszystkich.
Popatrzyłem się na wszystkich dookoła. Pozostali mieli takie miny, jak Harry. Zaskoczenie wymalowane na twarzy. Wszyscy oprócz jednej osoby...
Perrie.
- Dobra nie ważne! Musimy ją ratować - krzyknął Hazz, błyskawicznie podszedł do Amelii i podniósł ją. Coś tam do mnie krzyknął, ale ja zdawałem się być w innym świecie. I tak było..
Ciągle nad tym myślałem. W końcu podszedł do mnie Zayn i zaczął trząść, abym "obudził się z transu".
Ja bez chwili namysłu uciekłem z sali....
_______________________________________________

No heeej kociaki :3 Jak tam po świętach? Zadowoleni? Zapewne... ;)
Mam nadzieję, że rozdziali jest jak dla Was PER-FECT! ♥ Ja osobiście

myślę, że nie poszło najgorzej. ;)) Boże... od 7 stycznia do szkoły...
Udręka :/

                                PROSZĘ BEZ HEJTÓW!!!

środa, 1 stycznia 2014

Smutne...

Na początku bardzo przepraszam tych, którzy czytają mojego bloga, że to nie następny rozdział, ale to coś smutnego...
Dzisiaj weszłam na bloga pierwszy raz od paru dni i zobaczyłam coś co mnie mocno zszokowało, a mianowicie komentarze pod niektórymi moimi postami. Niestety komentarze nie były miłe, a wręcz przeciwnie. Były okropne. Teraz ich już nie zobaczycie, bo oczywiście usunęłam. Osoba, która to opublikowała miała na celu zapewne nie tylko obrazić One Direction, ale także obrażenie mnie. Dodam jeszcze, że ten osobnik jest na tyle odważny, że hejtował z anonima.

Gratuluje odwagi i inteligencji.
I jeśli chciałaś/chciałeś żeby mnie to w jakikolwiek sposób mnie poruszyło... zasmuciło to dopiąłeś swego. Bo właśnie tak się poczułam. Strasznie mnie to zabolało. I to nie te słowa: " nienawidzę cię" tylko te: "nienawidzę tych pedalszonów". Bo jednak oni są tą większą częścią mojego serca... Ale jeśli czyta to ta osoba, która pisała takie komentarze i masz zamiar znów hejtować mnie za to co napisałam na górze to lepiej wyjdź i już nie zanudzaj oraz zostaw One Direction w spokoju...




I tak to nie podziała... ;(

wtorek, 24 grudnia 2013

Liebster Award

 
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.Bardzo dziękuję za nominacje ;) Do niedawana nawet nie wiedziałam co to O_o
 
1.Lubisz jakiś sport ?
Tak... Siatkówkę ;)
2.Kogo najbardziej lubisz z One Direction ?
Zacnego Harolda ♥
3.Ile masz lat ?
Mało.. Tylko 12
4.Ulubiony film ?
This Is Us & Fast and Furious (wszystkie części)
5.Jak byś miała\miał zamienić się w zwierze jakie by to było ?
Tygrys
6.Ulubiony zespół oprócz One Direction ?
Little Mix
7.Kiedy masz urodziny ?
4 czerwca
8.Kochasz kogoś ?
Nom... One Direction, Mojego pieska...
9.Jaki smak żelków lubisz najbardziej ?
Jabłkowy
10.Wytrzymasz dzień bez telefonu\komputera\telewizji ?
Absolutely no!(absolutnie nie!)
11.Kogoś byś wybrała\wybrał z gwiazd aby spędzić z nim\nią dzień ?
One Direction lub Little Mix (najbardziej Perrie ) ;D


A teraz pytanka ode mnie:

1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Twój ulubieniec z One Direction?
4. Jakie jest twoje Hobby?
5. Gdzie chciałabyś/chciałbyś wyjechać najbardziej?
6. Co byś zrobiła/zrobił gdyby jutro miał nastąpić koniec świata?
7. Byłaś/byłeś kiedyś na jakimkolwiek koncercie?
8. Kim chcesz zostać w przyszłości?

9. Kogo kochasz najbardziej na świecie?
10. Twoja ulubiona piosenka 1D?
11. Masz taki sekret, którego nigdy nikomu nie powiedziałaś/powiedziałeś?


Nominowane blogi przeze mnie:

http://abbey-james-opowiadanie.blogspot.com/

http://safe-haven-fanfiction.blogspot.com/

http://onedirectionislovestory.blogspot.com/

http://imaginyo1dandletmekissyou.blogspot.com/

http://uncanny-harry-styles.blogspot.com/2013/12/rozdzia-6.html?m=1#comment-form

http://nancymenancy.blogspot.com/http://1d-forever-directioners.blogspot.com/

http://momentarily-louistomlinson.blogspot.com/http://stayalivejuststayalive.blogspot.com/

http://silence-dark-secrets.blogspot.com/2013/12/4-spacer.html?showComment=1387882170843#c6826044950123879146

http://you-are-my-greatest-mistake.blogspot.com/

http://www.selectrightdirection.blogspot.com/

http://lose-fanfiction.blogspot.com/


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 12

***
- Dobrze się już czujesz?
- Boli Cię coś?!
- Może potrzebujesz czegoś?
I znów ta lawina pytań... Jakie to jest męczące. Daliby chociaż na 5 minut spokój, a nie jadaczki im się nie zamykają.
Ale czemu oni się znów tak dopytują?
Myśl, myśl, myśl...
Aaa... Wiem!
Zasnęłam. To chyba z tego szoku.
On dilerem?! Na takie nie wygląda. Przysłowie się spełnia.
" Nie oceniaj książki po okładce"... Nie oceniaj ludzi po wyglądzie..
A co do pytań:
Udręka.
- Nie dziękuję, że się tak o mnie troszczycie ale naprawdę ja dam sobie rade sama. - miło, chyba im podziękowałam, ale to nie podziałało.
- Ale zauważ, że nie może teraz wstawać z łóżka,  a my ci możemy coś przynieść. - ciągnęła nadal Perrie. Kocham ją, ale ją uduszę.
- Nie! Chcę abyście wszyscy wyszli... Z wyjątkiem jednej osoby... - wszyscy popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. - Harry, ty zostań. - pozostali spojrzeli na niego z pytającymi minami, ale on nawet tego nie zauważył. Wpatrywał się we mnie.
- No ok... - powiedział Zayn i zaprosił wszystkich do wyjścia.
Harry podszedł i kucną przy moim łóżku.
- Słucham Cię mała. - wyszeptał, patrząc się przy tym cały czas w moje oczy
- Chciałam cię przeprosić za wszystko.. Byłam dla ciebie nie miła i w ogóle... Wkurzało mnie to jak traktujesz dziewczyny i chciałam ci dać nauczkę ale zrozumiałam, że to nie fair z mojej strony i cię za to przepraszam jeszcze raz.- spuściłam wzrok oraz głowę. Mam nadzieję, że odbierze moje intencje, bo jak by było inaczej to... Z mojego kontynuowania planu nici...
- Słuchaj... Rozumiem. Jesteś w końcu dziewczyną i bronisz swojej rasy, ale nie możesz w ten sposób postępować. Masz rację... Źle traktowałem poprzednie dziewczyny, zaś ty choćbyś poruszyła niebo i ziemię nie zdołasz odpłacić się za nie wszystkie. Przemyśl zanim coś zrobisz, a co do przeprosin to... - błagam przyjmij je. Błagam...- Ok. Zapomnę o wszystkim pod jednym warunkiem. - powiedział i uśmiechną się uroczo.
O Boziu... Trzymajcie mnie, bo ten jego uśmiech mnie zabija.
Ale... Czekajcie.. O YEAH!
Przyjął przeprosiny!!!
Mój plan będzie działał!
- Ok. Ty tu jesteś szefem. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się równie zalotnie, jak on.
- A więc musisz jak wyjdziesz ze szpitala pójść ze mną w pewne miejsce. - uśmiechnął się jak małe dziecko. Jakie to słodkie.
- Nie mogę się już doczekać. - odparłam entuzjastycznie po czym dodałam. - A można wiedzieć gdzie mnie pan zabiera? - zapytałam tajemniczo, ale dodając odrobinę uroku.
- Niestety, ale to niespodzianka skarbie.
- Oh... Tak mi przykro. No dobrze. Możesz już zawołać wszystkich. - nie wiedziałam, jak dalej może potoczyć się rozmowa, dlatego kazałam mu zawołać pozostałych.
- Oczywiście. - i szybko podszedł do drzwi i je otworzył. Louis, Niall, Liam, Zayn weszli do środka, ale... nie ma Perrie?
Czyżby się zmęczyła i sobie poszła?
Nie... To nie w jej stylu.
- Słuchajcie! Mam mega dobrą wiadomość! - krzyknęła Perrie. A jednak jest. No mów, że tą dobrą wiadomość.
- Wychodzisz na święta do domu Amy!!! - wychodzę do domu?!
O Jezu...
Jakie do jasnej ciasnej święta?!
- Ej... Nie, że coś, ale przez ten wypadek kompletnie nie pamiętam... Jakie to my mamy święta? - zmarszczyłam brwi i patrzyłam się na wszystkich po kolei, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Amy. Boże Narodzenia jest już jutro. - powiedział Zayn i wykonał słynny w naszej rodzinie poker face.
- Aaa.. No spoczko. Kurde... - przypomniałam sobie, palnęłam ręką w czoło i podniosłam się na łokaciach. - Słuchajcie. Kiedy najwcześniej będę mogła wyjść stąd?
- Nawet teraz. - odparła uradowana Pezz.
Ufff...
- To dobrze. - odetchnęłam z ulgą i spokojnie z powrotem położyłam się na łóżku.
- A co się stało? - ooo.. Nialler się odezwał.
Jak miło znów usłyszeć jego głos. W ogóle wszystkich głosy jest miło usłyszeć. Naprawdę nie wiem co ja bym bez nich zrobiła.
Moi kochani *.*
- Bo mam problem, a mianowicie mówicie, że jutro już święta, choinka itp... a ja nie mam dla was prezentów. - zamartwiona i odrobinę zawstydzona spuściłam głowę w dół.
- Ej... Nie martw się mała. - szepnął jakiś głos. Po jego słownictwie łatwo mogłam stwierdzić iż to był Arrogant. - Pójdziemy dzisiaj we dwoje na zakupy i wszystko kupimy co potrzebne, ok? - słodziak...
- Okkey. - podniosłam głowę i uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam. Jednak potrafi być "ludzki", jak na dilera...
Jejku. Kompletnie o tym zapomniałam. Zadawanie się z takim kimś może mi zaszkodzić...
Trudno się mówi. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- Wszystko będzie dobrze... - szepnął i pocałował mnie...
_________________________________________________________


Uff... Jakoś poszło. Podoba się? No ja myślę ;))
Boziu... Jak ja nienawidzę świątecznych porządków...
Takie małe pytanko do was: Oglądałyście teledysk Little Mixdo "Little Me"? Jak oceniacie nasze dziewczyny? Moim zdaniem
spisały się na medal. Kto nie oglądał:

http://www.youtube.com/watch?v=wXhMqDotfLk
Kocham to *.*
Przy tej właśnie piosence pisałam ten oto rozdzialik :-)
Na koniec życzę udanych świąt, mega dużo prezentów pod choinką i spełnienia marzeń
Wesołych Świąt!!!

piątek, 13 grudnia 2013

Imagin cz.3

- Moja kurwa wina, że ten zgredek nie potrafi się zachowywać?!- wybuchł Lou i zaczął wymachiwać rękami, tak że musiałam go wyprowadzić na dwór.
- Louis... Rozumiem. Sama jestem bardzo rozczarowana zachowaniem Harry'ego. Oraz bardzo się zdziwiłam, że w ogóle się pojawił po tak długim czasie... Ale traktuj go jak powietrze. On rozgryzł już, że łatwo jest cie sprowokować, więc nie zwracaj na niego uwagi.
- No tak ale...
- Ale jak coś to go po prostu wyrzucę z domu. - powiedziałam i się przyjaźnie uśmiechnęłam.
- Eh... Uparta ale nich ci będzie. - odwzajemnił uśmiech, przytuliliśmy się i wróciliśmy do domu.
Powoli przekroczyliśmy próg domu, śmiejąc się z tego co robiliśmy tydzień temu nad morzem.
- O... Jaka zakochana para.- zadrwił Harry. Kompletnie nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Miał swoją szanse. Odszedł i nie wrócił, choć obiecał. Tak nie  postępuje prawdziwy przyjaciel. On dotrzymuje obietnic, a szczur? Odszedł stąd i odszedł na zawsze z mojego serca.

"Dziękuję tym co są i byli, pierdolę tym co się odwrócili."

- Skończ. - powiedziałam mając cicha nadzieję, że sobie pójdzie.
- Nie będzie mi tu jakiś pajac dziewczyny zabierał! - wrzasnął i szybko sobie poszedł, trzaskając drzwiami do tego stopnia, że zeszli moi rodzice.
- Córciu co się dzieje? - no i co? przecież nie powiem: Pamiętasz tego Harryego? Właśnie zrobił Lou wielką awanturę, bo jest moim przyjacielem? Nie.. przecież nie uwierzy.
- A nic... Tak się trochę posprzeczaliśmy, ale jest już ok. - próbowałam uspokoić mamę, ale chyba nie dała się złapać na to co powiedziałam.
- Na pewno jest dobrze, bo coś blado wyglądasz?
- Tak,nie martw się już. - powiedziałam i poszłam z Lou do mojego pokoju.

*** Harry***

O nie! Ja mu nie dam Amelii. Tylko... Jak się do niej zbliżyć?
Wiem... To nie będzie łatwe, ale... No ja mam nie dać rady?!
Mój plan to: Uwieść matkę Amy, a następnie poprzez jej starą dotrzeć do dziewczyny.
Hahaha! Jestem mistrzem wymyślania niecnych planów.

*** Amy***

Ruszam ręką i natykam się na coś miękkiego i dziwnego w dotyku.
Co to ma być?!
Otworzyłam oczy i napotkałam wzrok... Louisa?!
- O boże! - zerwałam się jak poparzona z łóżka.
- Spokojnie. Ja tylko zasnąłem obok ciebie. Do niczego nie doszło. - uśmiechnął się i również wstał.
- A teraz idź się szybko ogarnąć, bo ruszamy na miasto. - Rzucił we mnie, przyznam, że ślicznymi ciuchami. On to ma wyczucie gustu.
Poszłam do łazienki, w której przemyłam twarz, ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż, ponieważ nie lubię mieć dziesięć ton tapety na buzi.
- Co ja zrobię z włosami? - przez następne piętnaście minut układałam sobie moje kudły rękami, aż wpadłam na pomysł, że zrobię sobie lekkiego kłosa.
- No i gotowa! -
Efekt?
Per- fect.
Wyszłam z łazienki i spostrzegłam, że Lou nie ma już w pokoju, a z dołu dobiegał przepyszny zapach tostów i kakao.
- Hmm. A co to za zapachy? - spytałam się, na co Louis tylko się uśmiechną.
- Twoje ulubione. - odpowiedział i postawił mi przed nos tacę z moim ulubionym śniadaniem.
Uwielbiam go!

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 11

- Niesamowite...- szepnął jeden z lekarzy, udając się następnie do aparatury znajdującej się metr od mojego łóżka.
- Co za przypadek...
- Zgadzam się, ale nie zachwycajmy się tak, tylko bierzmy się do roboty.- zarządził grubszy pan w długim, białym fartuchu. Po jego rozkazie wszyscy obecni na wielkiej i także białej sali zaczęli się przemieszczać.

***

Otwieram oczy.... OTWIERAM OCZY!?
Czyli jednak nie umarłam?!
Wiedziałam...
- Cicho! Budzi się. - wyszeptał dobrze mi znany głos, ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć jego właściciela.
- Proszę pana, a kiedy będziemy mogli zabrać ją do domu? - Perrie? To ona... Jednak jest moją prawdziwą przyjaciółką. Szkoda tylko, że nie ma już mamy. A z resztą... Pewnie gadałaby tylko o tym, że mogła mi się coś poważnego stać, o ile już się nie stało.
Ruszyłam delikatnie ręką, ale na tyle mocno ile tylko mogłam.
- O mój Boże... Panie doktorze ale czy ona będzie mogła się sama poruszać?
- Tego na razie nie wiemy. Ale niestety pewne jest to, iż przez pewien bardzo długi czas panna Amelia będzie musiała przeleżeć w łóżku. Nie chodzi nam o potrzeby oczywiste...
- No tak ale ona ma szkołę oraz inne bardzo ważne sprawy, które musi pozałatwiać. - wtrącił się ktoś kogo po głosie nie mogę rozpoznać.
- To już nie mój problem. Radziłbym jednak oprócz korzystania z toalety, aby nigdzie indziej się nie ruszała, ponieważ może dojść do poważnego uszkodzenia ciała, co może prowadzić do tego, iż będzie się musiała poruszać na wózku inwalidzkim. - To chyba wstrząsnęło wszystkimi.
No dobra... Ale o jakie ważne sprawy chodziło "ktosiowi". Przecież dobrze pamiętam życie, które było przed tym, zanim umarłam i zmartwychwstałam.
To jakaś masakra...
- Ghy,ghy...- wymusiłam i wzrok wszystkich powędrował na mnie.
Skąd to wiem?
Jak już wcześniej wspominałam... Ja widzę!
No właśnie... Pacze się na wszystkich tutaj zgromadzonych...
Jest Zayn, Perrie, dwóch lekarzy, Niall, Louis, Liam i... Harry?
Oh...
No tak.
Coś tu jest nie tak. Serce mi mocniej bije?
Czemu?
Nie możliwe, że na jego widok.
Co to, to nie.
- Amy, kochanie jak się czujesz?
- Dobrze.- starałam się brzmieć jak najnaturalniej lecz mój głos była słaby... Prawie, że nie słyszalny.
- Na pewno? Może potrzebujesz czegoś? Jak tak, to wal śmiało.- powiedziała przyjaźnie Perrie, patrząc się na mnie tymi swoimi wielkimi, pięknymi oczętami.
- Nie tylko... Musisz mi pomóc.
- Jasne. Mów o co chodzi. - odparła bez zastanowienia.
- Niech najpierw wszyscy wyjdą.- i spojrzałam się na każdego po kolei.
- Tak, tak... Wyjdźcie. - powiedział lekarz i wyprosił ich z sali.
Zostałam tylko ja i Pezz.
- Słuchaj... Pamiętasz, jak ci mówiłam o planie i tych rzeczach nie?
- Ymm.. Tak ale nie wiem do czego zmierzasz.
- Chodzi o to, że... Ja się w nim chyba zakochałam....- wyszeptałam i spuściłam głowę.
- Nie...tobie się tylko tak wydaje. Przecież my mamy ten plan, a jeśli ty... to on... O nie!- wypowiedziała głośniej Perrie i złapała się za głowę.
- Wiem... Ale on się stał taki.. Opiekuńczy, czuły, normalny...
- To tylko przykrywka na takie naiwne dziewczyny, jak ty.
- No tak ale..
- Nie wiesz nawet w co się pakujesz.- powiedziała z poważną miną dziewczyna.
- Oj przesadzasz... On nawet nie pali.
- Słuchaj uważnie, co ci teraz powiem. Tylko ja z osób z jego otoczenia znam jego tajemnice. Powiem ci ją ale obiecaj, że nikomu tego nie powiesz i nigdzie nie zgłosisz, bo obydwie będziemy miały szczerze mówiąc przesrane. -
Co!?
O co jej chodzi?!
Pokiwałam twierdząco głową.
- Bo on  od 3 lat jest... Dilerem narkotyków oraz bije się z innymi na nielegalnych walkach... za kasę oczywiście. - powiedziała i patrzyła się na mnie jak sroka na diadem.
Dilerem?
Walki?
Za kasę?
Boże... Co to ma być?!
___________________________________
Masakra, nie? Dobra... Co ma być to będzie ;)
I pytanko: Mam kontynuować imagina? Bo
nie wiem czy mam dalej pisać trzecią część. :-)

piątek, 6 grudnia 2013

TIU & MM

Hejkaaa... To jeszcze nie nowy rozdział, który pojawi się prawdopodobnie w poniedziałek ;) ale za to krótka notka.
Dziś mikołajki i ciekawość mnie zżera, więc pochwalcie się co dostaliście od Mikołaja?
Ja płytę Midnight Memories, ale tą z kartkami do wysłania no i perfumy :) Niestety nie Deluxe Edition... ale też nie tą zwykłą :-)
No i druga sprawa...

14 grudnia jest "This Is Us" - rozszerzona wersja w kinach!!!

No i jestem ciekawa, czy idziecie...? Ja idę i pewnie będę w rządzie G miejsce 17, 18, 19 ;) w Warszawa- Ursynów. Kto tam będzie? Chętnie sobie z wami pogadam tak naprawdę ;)) Mam nadzieję, że będzie nas sporo :D

Jaka jest wasza ulubiona piosenka z MM? Mi się podobają wszystkie ale mam cztery ulubione :) Oto one:
- Strong
- Happily
- You & I
- Little Black Dress
Ale ta ostatnia najbardziej :D Nie wiem czemu... Tak mi podpasowała :)

Pozdrawiam i życzę pójścia na TIU ;-)

PS: Trzy miejsca bo jadę z przyjaciółkami, a jedna z nich ma szczęście, bo 14 grudnia ma akurat urodziny... ;D Też tak chce :)

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 10

- Nie! Zawracamy się! Nie dam rady!
- Musisz. Spójrz na mnie.- podniosłam głowę i musiałam bardzo się wysilić aby móc spojrzeć do góry.- Jeśli mu teraz nie powiesz to możesz go stracić, rozumiesz? Pomyśl tylko. On może później się dowiedzieć od kogoś innego i znienawidzi Cię za to, że mu nie powiedziałaś, więc jak?- wetchnęłam. Ma rację. Nie mogę upaść już całkowicie na dno.
- Dzięki. Nie zdajesz sobie sprawy, że bez ciebie bym sobie nie poradziła.- jak najmocniej ją przytuliłam, przeprosiłam i wyszłam z pokoju. Mój aktualny kierunek, do którego się udaję to pokój Zayna.
Raz kozie śmierć.
PUK! PUK!
- Proszę!- delikatnie nacisnęłam klamkę od drzwi i wychyliłam głowę do środka pokoju.
- Um... Mogę?
- Jeśli musisz to tak-z wielkim wahaniem weszłam do pomieszczenia, czując, że to nie będzie najlepsza rozmowa jaką poprowadziłam z bratem. I niestety miałam rację.
- Zayn, posłuchaj mnie. Bo.... - i się stało. Dolna warga zaczęły mi drgać...
 Dałam upust swoim emocjom. Upadłam na kolana, płakałam...
A Zayn?
On... tylko stał nade mną i patrzył się na mnie z pokerową twarzą. Miałam dziwne odczucie, że ja niego wcale nie przejmuje i sprawiam mu problemy.
Hm... Może by tak uciec? Tylko do kąt?
Perrie?
Nie... I tak ma wystarczająco dużo problemów.
- Wstań, ogarnij się i wyjdź.- Chyba musze iść do lekarza, bo mam coś ze słuchem. Czy mój brat właśnie odezwał się do mnie chamsko? Nie... To nie możliwe. Wszyscy ale nie on. Dlaczego tracę wszystkich po kolei?
- Za...Zayn, czemu tak mówisz?- myślałam, że... no właśnie, co ja myślałam? Nie mam pojęcia.
Pomyślmy... Jaka ja teraz jestem?
Zagubiona? Nie... To nie pasuje.
Ja bym to bardziej określiła: coraz bardziej samotna, opuszczona... niechciana?
Tak to chyba to...
- Ukrywasz, okłamujesz.. Nadal nie wiesz, o co mi chodzi?- czyżby wiedział? Tylko od kogo?
Jak?
Wiedziałam o tym tylko ja i Perrie. Może to ona powiedziała? Ale po co?
- Nie słyszałaś? Masz stąd wyjść!- wrzasną po chwili. Spojrzałam na niego, w jego oczy. Były przepełnione złością... Jego mina...
Bałam się.
Znów się bałam chłopaka, którego znam od dawien dawna. Ale ten strach był inny niż w obecności Arroganta.
Tutaj nie błam się o to, czy coś mi się stanie. Czy może za chwilę będzie trzeba wzywać karetkę po mnie. Nie... To było coś zupełnie innego.
Bałam się ale tylko tego, że mogę na zawsze stracić Zayn'a. Możemy po tej kłótni już nigdy się do siebie nie odezwać. Normalnie, jak w jakiejś kiepskiej komedii brazylijskiej.
Zaczęłam po chwili podnosić się z podłogi, na której nadal klęczałam. Kiedy już stałam na nogach, szybko podeszłam do drzwi i nie czekając ani chwili prędko je otworzyłam oraz wyszłam. Zamyślona szłam do swojego pokoju, nie zważając na to iż może mi się coś stać. Podeszłam do drzwi pokoju i otworzyłam je powoli, ponieważ brakowało mi sił nawet na taką błahostkę, przekroczyłam próg pokoju.
Co to do diaska ma być?!
Jakiś chłopak z zasłoniętą twarzą leży prawie, że nagi na moim łóżku i paczy się na mnie, jak na kurczaka.
Co tu się dzieje...?! Pomyślałam i chciałam to powiedzieć na głos ale nie mogłam. W oddali było słuchać tylko echo słowa: dzieje.
 
***

- Co się z nią stało?!
- Amy!!
- Boże...
- Może dzwonić po pogotowie?!
- Dzwoń! Szybko!- jakie pogotowie? Co jest?
Ej czemu ja się nie ruszam?
Co to ma znaczyć?
Kto to nade mną tak ślęczy?
A tak.... Harry, Perrie i.... Zayn?!
Nie możliwe, przecież.... my się tak strasznie pokłóciliśmy,  a teraz po tym wszystkim on klęczy nade mną taki zapłakany? Z resztą, jak wszyscy w tym pokoju.
Ej, no...  Jakim to cudem ja widzę choć mam naprawdę zamknięte oczy?
Bezsens.
Dobra tam. Wstaję.
Podeszłam do Zayn'a i przytuliłam go, a on?
Nic. Dalej płacze i patrzy się w miejsce, z którego wstałam.
-Co on tam widzi?- pomyślałam i również przeniosłam tam wzrok.
O mój Boże!!!
Ja tam leżę.
Ale czemu.... O nie! To nie prawda.
Ja wcale nie umarłam! Ja żyję!
Jestem tu!
- Zayn! Zayn! Zayn!- krzyczałam jak najgłośniej się da ale oni wyglądali tak, jakby nic nie słyszeli. Pędem podeszłam do Perrie i stanęłam obok niej.
- Perrie!- próbowałam nią potrząsnąć ale to wszystko na nic.
Nagle usłyszałam wycie karetki.
Nie no.... To chyba jakieś żarty.
Usłyszałam otwierające się drzwi.
- Proszę się odsunąć!- zaczął ktoś krzyczeć. Odwróciłam się a tam trzech lekarzy wbiegło do mojego domu z jakimiś noszami.
- Amy! Ja muszę jechać z Amy!- rozległ się kolejny krzyk tylko tym razem.... Harry'ego?!
Ale, że on?
Dobra przyznawać się... Kto kombinował z uczuciami?
- Niestety nie może pan.
- Ale...!
- Proszę się odsunąć!- po tych słowach lekarze zabrali się do zbadania mnie. Harry tylko wybiegł z pokoju do kuchni po kluczyki, a następnie pobiegł do garażu po samochód.
- Proszę pana... Ona żyje prawda?- wyjąkała Perrie, która do tej pory nic nie mówiła. Patrzyła się z Zayn'em na lekarza z nadzieją w oczach. Po nie całych 2 minutach mężczyzna odezwał się.
- Nie... Niestety. Przykro mi.-
CO?!
Ja nie żyję?
A co ja właśnie robię?! Stoję na własnych nogach, myślę, widzę, słyszę i przypatruję się temu całemu cyrkowi.
- Pan kłamie! Pan jest cholernym oszustem! To nie jest prawda!!!- krzyczał Zayn i zapłakany wybiegł z domu, a Perrie?
Klęczała na kolanach, tępo wpatrując się w jeden punk. Po jej policzkach spływały miliony łez.
Nagle usłyszałam trzask drzwi.
Ktoś wbiegł do pokoju.
- ONA NIE UMARŁA! ONA ŻYJE! PAN NIE JEST LEKARZEM! ONA ŻYJE! Chociażby dla mnie...- ostatnie zdanie wypowiedział. Nie wierzę, że to on. Nigdy taki nie był.
Chciałabym teraz podejść do niego... Przytulić go... Pocałować?
Nie... A jednak.
Nie możliwe, że zakochałam się w nim.... po śmierci.
_______________________________________
Heejo! Co tam u Was?
Nie dodawałam tak długo, bo miałam
taki meeeeeega wielki szlaban na kompa. A ten rozdział n
napisałam od razu gdy tylko weszłam, czyli... Dzisiaj ;)
Mam nadzieję, że się podoba. :-)

piątek, 25 października 2013

Story Of My Life

Kurcze... Wreszcie znalazłam 5 minut.... Dosłownie. Niestety tylko tyle... Więc na szybko, gdyby jakaś z moich sióstr nie przesłuchała jeszcze "Story Of My Life" dodaję ten post. Ta piosenka to..... 8 CUD ŚWIATA!! Zdecydowanie najlepsza solówka Niall'a. I oczywiście prawie przez całą piosenkę przepiękny głos Harry'ego.
Oh.
Dobra, sami ocenicie...


          "STORY OF MY LIFE"

OTO LINK:
http://gwiazdunie.pl/one-direction-story-of-my-life-piosenka-juz-dostepna-premiera/

Tak... Wchodzę na te nieszczęsne Gwiazdunie. Mimo tych wszystkich plotek, lubię czasem wejść na tę stronę i gdy mam zły humor ponabijać się z nich. Taaaa.... Bo to takie fascynujące :D

sobota, 12 października 2013

Koniec?

To chyba koniec z tym blogiem :'( Nie mam czasu!!! Masakra :( Albo nauka albo coś tam... a wiecie przyjaciół też nie można zaniedbywać :) No więc chyba zwieszę go na jakiś czas. Przepraszam ale... No tak się złożyło. Do zobaczenia :D

Na sam koniec:
http://www.youtube.com/watch?v=AgEV0uMnysY

Papatki ;D

niedziela, 22 września 2013

Rozdzaiał 9

Siedzę właśnie na olbrzymiej, czarnej, sali. Przede mną znajduję się bardzo wielka scena, na której trwają przygotowania do pierwszego występu chłopaków, w jakiejś tam króciutkiej trasie.
Wokół mnie chodzą,  niezwykle zabiegani ludzie. To wygląda tak jakby próbowali się rozdwoić ale niestety... nie można.
Jak ja bym tak chciała.
Chciałabym żeby było mnie czasem dwie. Zdecydowanie byłoby o wiele łatwiej. Więcej czasu dla siebie.
Dla realizowania swoje planu...
O JEZU!
Ja kompletnie zapomniałam o tym moim planiku. Dobra czas się zabrać do roboty.
Niechętnie podeszłam do grupki ludziów(XD), która i tak się już rozchodziła. Zostali tylko sami chłopcy.
- To może i lepiej.- pomyślałam i po chwili stałam już przy nich, przysłuchując się ich rozmowie, z której wynika, że koncert jest już tego wieczora, oni nie mają jeszcze listy piosnek do zaśpiewania i nie mają czego ćwiczyć i ogólnie wszystko się wali.
Oho!
Zaczyna się moje pięć minut.
- Hej, chłopaki.- radośnie(?) powiedziałam i serdecznie(?) się do nich uśmiechnęłam. To przebywanie z nimi coraz gorzej na mnie wpływa. Staję się coraz milsza.
To do mnie nie podobne.
- Hej, hej.- mruknęli całkiem bez życia. Tak, jakby całe powietrze z nich uleciało i miało przez najbliższy czas nie powrócić.
- Widzę, że nie najlepiej się trzymacie. Może przyniosę Wam kawę i jakieś ciasto, co?- zaświergotałam, udając najweselszą osobę na świecie.
No, jakby tak podsumować. Ten dzień nie jest najlepszy dla nikogo chyba. Chłopcy mają teraz te problemy z koncertem, a ja dla odmiany schodząc po schodach runęłam, jak długa, oparzyłam się żelazkiem...
Ale, nie!
Jest chociaż jeden plus dla mnie i dla ukochanego braciszka Zayn'a tego dnia. Zapewne domyślacie się, dlaczego?
A otóż przyjeżdża za około godzinkę tutaj Perrie!!!
Juhu!

***

Tak... Tak wiem. Tacy to są chłopacy. Uwierz też mi się to nie podoba. - westchnęła blondynka i spojrzała przed siebie. - Dla niego liczy się tylko sex, alkohol i cycki. Nic więcej. - spuściła wzrok, aby po chwili spojrzeć na mnie.- Dobry masz pomysł. Należy mu się. Należy mu się za te wszystkie zranione dziewczyny.- wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy. Usta nieszczęśliwie wygięły się w podkówkę.
Dlaczego, aż tak emocjonalnie podeszła do tej sprawy?
Nie rozumiem.
- Perrie... Może i nie powinna pytać ale... Czy ciebie i Harry'ego... no wiesz... coś łączyło lub łączy?- wycedziłam, całkowicie ciekawa odpowiedzi. Z jedej strony chce ją poznać, ale z drugiej... boję się. No, bo co by było gdyby... gdyby Perrie kiedyś albo nadal spała z nim? Nie potrafię sobie tego wyobrazić. To... zbyt obrzydliwe.
Ta tylko spojrzała na mnie spod swoich mokrych rzęs, na których nadal spoczywał wodoodporny tusz. Patrzyła się tak chwilę na mnie po czym kiwnęła głową.
CO?!
Przecież to nie możliwe.
Że niby ona... i Harry?
Hahahaha!
- No wiem, że jesteś dobra w żartach ale niestety muszę przyznać, że ten Ci nie wyszedł.- głośno przemknęłam ślinę, czego echo rozniosło się po całym schowku na mopy, szczoty, ścierki i te inne pierdoły.
Dziwicie się zapewne dlaczego siedzimy w takim, a nie innym miejscu?
Już wyjaśniam.
Otóż chłopcy chcieli koniecznie wiedzieć o czym rozmawiamy, więc nie odpuszczali nas na krok. No więc przyszłyśmy tu, ponieważ oni tylko tu nie mogę wchodzić, a to dlatego, że mają tylko te ubrania na całą trasę koncertową i nie mogą ich pobrudzić, porwać itd...
Usłyszałam łkanie.
Pezz.
- Kochanie, nie płacz. Powiedz, co się stało? Ulży ci.- usiadłam koło niej i przytuliłam ją.
- To było trzy lata temu. Chłopacy byli jeszcze w X Factor, a zwykłą dziewczyną. Podczas jednego odcinka miałam miejsce na widowni. Po programie weszłam na plan i niestety spotkałam Harry'ego i spodobał mi się. Był taki słodki i uroczy z wyglądu, nie to co teraz, jednak charakter nawet wtedy miał już taki. Uwiódł mnie i zaciągnął do łóżka. To tak w skrócie.- powiedziała.
Co za drań, ciota, idiota!
Nie dopuszczę do tego, aby nadal został bezkarny.
Nigdy!
- Wiesz, co? Mam pomysł. Razem wykonamy ten plan. - i wyszeptałam jej plan do ucha.
Zapowiada się niezła zabawa.
Powodzenia Styles.
_____________________________________________________
Tym razem szybciej, nie? I jak podoba się? Ja nadal siedzę na TT i spamuję, czy coś.
No nic macie tutaj to coś: #PolandNeedsWWATour To musi być w światowych
trendach! JAK SZKOŁA?! hahaha! Wiem jestem okropna! :D

GŁOSOWAĆ!

Głosować mi na Nialla i to w tej chwili. Nie możemy dopuścić do tego, aby przegrał z Sivą z TW.
Niall nie może się na Nas zwieść!

http://redcarpetbiz.com/2013/09/15/985/

DAMY RADĘ!!!

sobota, 21 września 2013

PETYCJA!

W necie znajduje się petycja związana z koncertem One Direction.
No więc fani One Direction podpisujcie się w niej! Ja robię to cały czas. Ale oczywiście za każdym razem piesze co innego :D
A tu macie linka:

http://www.petycjeonline.com/one_direction_in_poland_2014

http://www.petycjeonline.com/koncert_one_direction

Jeśli ma to pomóc to podpisujcie się ile wlezie.
Proszę.

#PolandNeedsWWATour
To jest akcja z TT.
Uczestniczcie we wszystkim czym się da.
ONE DIRECTION MUSZĄ BYĆ W POLSCE!!!

Pozdrawiam wszystkie DIRECTIONERS na całym świecie!

PS: Udostępniajcie tę petycję wszędzie. Na FB, TT, a nawet na swoich blogach, tak jak ja. Może to pomoże.
I przypominam o akcji z Dzień Dobry TVN!